Gościły tu koronowane głowy, książęta i szejkowie. Od grudnia ubiegłego roku wszystkie grube ryby odwiedzające Abu Zabi muszą zobaczyć Narodowe Muzeum Szejka Zajida. Nowo otwarty gmach w formie uchwyconych w locie skrzydeł sokoła powstał ku czci pierwszego prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich, uznawanego przez rodaków za wizjonerskiego reformatora i ojca narodu, a prywatnie zapalonego sokolnika. Budynek z białego betonu i stali zaprojektował Norman Foster. Wystawa przybliża nie tylko historię i dziedzictwo każdego z siedmiu emiratów, ale też postać samego szejka. Obok historycznych artefaktów znalazły się tu 18-metrowa replika starożytnej łodzi sprzed ponad 4000 lat i czarny Chrysler Newport z 1966 roku, którym prezydent Zajid jeździł po pustyni.
Jeden z muzealnych madżlisów z lampą „Shade and Shadow” pracowni Lodge, sofami „Takya” projektu Aljoud Lootah i ortogonalnymi stolikami One Third Studio. Autorski dywan wykonała dubajska manufaktura Zuleya w ramach inicjatywy wspierającej pracę kobiet i zachowanie tradycyjnych technik rzemieślniczych w Afganistanie. Zdjęcie: Sebastian Böttcher
Zanim jednak prominentni goście ruszą na ekspozycję, witani są tradycyjną gahwą, przygotowywaną ze świeżo prażonych ziaren kawowca i podawaną z daktylami. – Ten rytuał, głęboko zakorzeniony w lokalnej kulturze, odbywa się w tzw. madżlisie. To przestrzeń zwykle wyściełana dywanami i poduszkami, która służy spotkaniom towarzyskim. Tu przyjmuje się gości, prowadzi dyskusje i buduje relacje – opowiada architektka Agata Kurzela, od 2020 roku prowadząca w Dubaju własną pracownię. W Muzeum Szejka Zajida zaaranżowała szereg miejsc spotkań nawiązujących do tej tradycji. Kameralne wnętrza, rozplanowane wokół centralnego dziedzińca, różnią się między sobą nastrojem i doborem materiałów.

Modułowe siedziska oraz sześcienne stoliki opracował Omar Al Gurg z Modu Method, część powstała z biomateriału na bazie papirusu wykonanego przez Ayę Moug, a lampy zaprojektowała Roudha Al Shamsi. Na ścianach prace Jumy Al Haja, a na podłodze dywan Agaty Kurzeli z wzorem nawiązującym do tradycyjnego beduińskiego haftu Al Sadu. Zdjęcie: Sebastian Böttcher
– Dużo podróżuję po Emiratach, odwiedzam zarówno stare, tradycyjne domy, jak i te nowoczesne, bardziej reprezentacyjne, poznaję ludzi. Starałam się z tych miejsc wydobyć esencję – podkreśla Kurzela. Z jednej z takich wizyt zapożyczyła pomysł na okrągłe stoliki: stanowią trawestację metalowych tac do serwowania kawy, przechowywanych zwykle jedna na drugiej. Do współpracy zaprosiła też lokalnych artystów i rzemieślników oraz twórców, którzy – tak jak ona – pochodzą z Europy, ale na Bliskim Wschodzie znaleźli swój drugi dom. Jest wśród nich m.in. Litwinka Loreta Bilinskaite-Monie, odpowiedzialna za misternie plecione frędzle, którymi wykończono dywany. – Kiedyś, gdy lokalni poławiacze pereł ruszali w morze, zabierali ze sobą podobne chwosty. Były nasączone wonnościami, jakich używano w ich domach, żeby w czasie podróży przypominały o rodzinie. Chwostami ozdabia się też kandury, czyli tradycyjne emirackie stroje, a ich prostsze formy można znaleźć przy dekoracyjnych uprzężach wielbłądów – tłumaczy architektka.
Agata Kurzela w zaprojektowanej przez siebie bibliotece, z prototypem chwostu Lorety Bilinskaite-Monie. Zdjęcie: Sebastian Böttcher
Jej autorskimi projektami są dywany. Geometryczne, zygzakowate wzory kobierców to ukłon w stronę dekoracyjnych drzwi spotykanych w wiejskich rejonach Półwyspu Arabskiego i tradycyjnego beduińskiego haftu Al Sadu. Grają w muzealnych madżlisach główną rolę i organizują całe wnętrze. Meble, według pomysłu Kurzeli, miały być raczej niskie i łatwe do przestawienia. – Staraliśmy się odtworzyć nie tylko atmosferę, ale też sposób używania tych przestrzeni, które zazwyczaj są bardzo uniwersalne – podkreśla.
W jednym z pomieszczeń ustawiono modułowe, pikowane siedziska Omara Al Gurga, założyciela dubajskiego studia Modu Method. Na nich znalazły się ozdobne poduszki z wyplatanej wielbłądziej skóry. – Zrobiły je kobiety z kolektywu rzemieślniczego Irthi w Szardży. Ta plecionka nazywa się safeefah. Tradycyjnie wykorzystuje się do niej liście palmy albo właśnie rzemienie – mówi architektka.
Za niewielkie sześcienne stoliki odpowiedzialna była projektantka Aya Moug. Wykonała je z opracowanego przez siebie biomateriału na bazie papirusu. Z kolei wiszące lampy w kształcie motka wełny to dzieło projektantki wnętrz Roudhy Al Shamsi. Splątane pasma surowej przędzy i wełniane nici ze sprutych beduińskich namiotów wykorzystała natomiast artystka Latifa Saeed, tworząc krzesła i siedziska „Nomad”. Umeblowano nimi przestrzeń madżlisu połączonego z muzealną biblioteką.

Czytelnia, którą od pozostałej części biblioteki można oddzielić przesuwnymi panelami. Architektka zaprojektowała tu dywany i lampę, a także regały wyposażone w ruchome drabiny wykończone patynowanym brązem. Przy autorskich stołach z ciężkimi nogami z brązu stoją krzesła „Aluminium” projektu Charlesa i Ray Eamesów (1958) dla Vitry. Zdjęcie: Anna Nielsen, Zayed Museum
Kurzela podkreśla doskonałą współpracę z młodym architektem Abdallą Al Mullą, który opracował modułową ławkę „Bead” w lobby. Przypomina ona zabawkowego węża, złożonego z połączonych liną klocków, wykończonych naprzemiennie raz dębowym fornirem, raz skórą. – Muzeum było bardzo otwarte na nasze propozycje. Wszyscy zgadzali się, że współczesny język projektowy będzie znacznie ciekawszy niż dosłowne nawiązania, na siłę promujące lokalną tożsamość. Emiratczycy mocno wspierają młode pokolenia projektantów i zachęcają ich do twórczego, nowoczesne go myślenia – zaznacza architektka.
Nie dziwią więc ortogonalne stoliki autorstwa katarskiego One Third Studio, tradycyjnie zdobione mosiężnymi nitami, ale wsparte na szklanych kulach. Ani kamienne poduszki w kolejnej sali. Te ostatnie stanowią integralną część kompletu sof „Takya”, specjalnie stworzonego na potrzeby projektu przez lokalną dizajnerkę Aljoud Lootah. Kurzela przyznaje, że całe przedsięwzięcie było wyzwaniem. Głównie z uwagi na dużą liczbę współpracowników, ale też różne zdarzenia losowe, które przytrafiały się członkom zespołu podczas trwającej blisko półtora roku realizacji. – Ale na tym polega mój zawód, żeby niemożliwe uczynić możliwym – twierdzi. W pracy w Emiratach przydają się również jej polska zaradność i pracowitość. – Jeśli mogę, staram się sama rozwiązywać problemy na budowie. Nie mam czasu, żeby czekać, aż ktoś się może pojawi i zrobi coś za mnie – mówi.
Artykuł ukazał się w 18. numerze „AD Polska”, lipiec/sierpień 2026.
Zobacz też:
- Eukaliptus i rybie łuski: polska architektka w Brazylii
- Pierzasty niedźwiedź i inne osobliwości: apartament galerzystów w budynku Herzoga i de Meurona
- Aria na cegłę i beton: o książce „Dom, w którym śpiewa” Doroty Kozińskiej