Aria na cegłę i beton: o książce „Dom, w którym śpiewa” Doroty Kozińskiej

Chciałabym, żeby ludzie przestali się bać opery. Wizyta w teatrze może być taką samą atrakcją jak najlepszy serial sensacyjny – mówi Dorota Kozińska. Od lat udowadnia, że opera żyje i ma się świetnie. W książce „Dom, w którym śpiewa” podaje 31 nowych argumentów, szczególne znaczenie przypisując architekturze budynków operowych i ich relacji z przestrzenią.

Aria na cegłę i beton: o książce „Dom, w którym śpiewa” Doroty Kozińskiej

W 2009 roku opera w Oslo zdobyła EU Mies van der Rohe Award. Zdjęcie: Martina Pipprich

Stara się pozostać niezależna od wszystkiego poza tym, co słyszy i widzi na scenie. Dorota Kozińska zajmuje się krytyką operową, a profesjonalną wiedzę z temperamentem muzycznego odkrywcy łączy, prowadząc autorski magazyn internetowy „Upiór w operze”. Po ojcu, wybitnym grafiku Leonie Urbańskim, odziedziczyła doskonałe wyczucie syntetycznej formy i umiejętność dostrzegania rzeczy, które innym umykają. W czerwcu nakładem Centrum Architektury ukaże się jej książka „Dom, w którym śpiewa”. To próba uchwycenia zmian, jakie na przestrzeni lat dokonywały się w architekturze teatrów operowych w Europie, a zarazem sposób na rozprawienie się z mitem opery jako miejsca elitarnego i nieprzystępnego. – Chciałabym, żeby ludzie przestali się bać opery. Wizyta w teatrze może być taką samą atrakcją jak najlepszy serial sensacyjny albo romans kostiumowy – mówi Kozińska. I dodaje ze śmiechem, że za kulisami kryją się często emocjonujące historie, które nadawałyby się na niejeden kryminał. W jej publikacji takich opowieści i anegdot nie brakuje, nie ma za to wielu ikonicznych gmachów, choćby drezdeńskiej Semperoper i wiedeńskiej Staatsoper.

Opera w Oslo projektu Snøhetty. O usytuowaniu budynku przy nabrzeżu poprzemysłowej Bjørviki zdecydował w głosowaniu norweski parlament. Zdjęcie: Martina Pipprich

Spośród 31 starannie dobranych przykładów każdy wyróżnia się czymś szczególnym. Autorka zna je wszystkie doskonale. Wie, gdzie warto się udać na widowisko, choć jest tak ciasno i duszno, że – jak mówi – do wizyty warto się przygotowywać w komorze beztlenowej (to Markgräfliches Opernhaus w Bayreuth). Przygląda się zwłaszcza teatrom, które pełnią rolę trzeciego miejsca, przestrzeni między domem a pracą, służącej aktywizacji życia towarzyskiego, i zdecydowanie opowiada się za ich egalitarnością. Jak tłumaczy, pierwsze takie koncepcje pojawiły się już w XVIII wieku. „Architekci, znużeni przepychem arystokratycznych teatrów barokowych, zaczęli snuć wizje demokratyzacji widowni – począwszy od postulatu rezygnacji z lóż, przez pomysły sadzania publiczności na długich, wypełniających cały rząd ławach, aż po maksymalne zwiększenie widoczności sceny dzięki usunięciu z wnętrza zbędnych elementów dekoracyjnych. Większość tych pomysłów poszła jednak w zapomnienie i wróciła do łask dopiero w dobie modernizmu” – pisze we wstępie.

Theater St. Gallen to najstarszy nieprzerwanie działający teatr w Szwajcarii. Nową, brutalistyczną siedzibę wzniesiono dla niego w 1968 roku według projektu Claude’a Paillarda. Zdjęcie: leaderdigital.ch

Szczególnie dużo miejsca poświęca obiektom współczesnym i tym z północy Europy. – Opera północna przeważnie jest nie tylko piękna i doskonale pomyślana pod względem otwartości przestrzeni. Jest też świetnie zintegrowana z krajobrazem – podkreśla w rozmowie. To przypadek choćby Göteborga, Helsinek, Kopenhagi czy szczególnie cenionego przez Kozińską Oslo. – Jest w tym coś z cudownego atawizmu, żeby było blisko do wody, a zarazem bezpiecznie na lądzie. I jak się wielokrotnie przekonałam, te miejsca kreują zupełnie inną rzeczywistość w zależności chociażby od pogody czy pory roku – zaznacza.

Stavros Niarchos Hall w Atenach to dzieło Renza Piano. Ukończony w 2016 roku gmach mieści widownię na 1400 miejsc. Zdjęcie: Yiorgis Yerolimbos

Z teatrów, do których szczególnie lubi wracać, wymienia też brutalistyczny gmach Theater St. Gallen projektu Claude’a Paillarda z 1968 roku. – To jest właściwie jeden wielki traktat filozoficzny. Za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. Ostatnio budynek został odrestaurowany i zrobiono to w sposób, który napawa naprawdę ogromnym szacunkiem – mówi. Kozińska jest też fanką często lekceważąco traktowanych przez melomanów letnich festiwali operowych. W książce opisuje dwa przykłady – Grange Park Opera w hrabstwie Surrey w południowo-wschodniej Anglii i Garsington Opera w Wormsley Park koło Oksfordu. – Niektórzy ich nie znoszą, ja uwielbiam tę atmosferę. Podczas antraktów, które w letnich operach angielskich są wyjątkowo długie, ludzie się spotykają, ucztują zarówno w luksusowych restauracjach obok opery, jak i na trawie. To coś absolutnie wyjątkowego – podkreśla. I choć zdecydowanie nie chce, by jej książkę traktować jak przewodnik, trudno z takich rekomendacji nie skorzystać.

Premiera książki odbędzie się 28 czerwca w foyer Teatru Studio w Warszawie o godz. 18.45.

Główna sala kopenhaskiej opery, zaprojektowanej przez biuro Henning Larsen (2004). Podłogę i ściany wyłożono tu wędzonym drewnem dębowym, a balustrady balkonów klonem. Teatr dysponuje jednym z największych na świecie kanałów orkiestrowych, mogącym pomieścić 110 muzyków. Zdjęcie: Adam Mørk

Dorota Koźińska jest krytyczką operową, tłumaczką i wykładowczynią Akademii Teatralnej w Warszawie. Przez ponad dwie dekady pracowała w redakcji dwutygodnika „Ruch Muzyczny”. W wydawanym online autorskim magazynie „Upiór w operze” zamieszcza swoje recenzje, eseje i felietony. Projekt okładki przygotował Peter Łyczkowski.

Artykuł ukazał się w 17. numerze „AD Polska”, maj/czerwiec 2026.

Zobacz też:

 


Czytaj więcej