Tkanina - podróż dla zmysłów
Rozmawiając z nimi, mam wrażenie, że wszystko w tej historii wydarzyło się trochę mimochodem. Poznały się w warszawskiej ASP, na kierunku projektowanie ubioru, ale szybko przeniosły się do Łodzi. – W moich projektach tkaniny są właściwie ważniejsze niż sam ubiór – wspomina Julia Piekarska. Z kolei dla Dominiki Gacki to był czas „zanurzenia w żakardach”. Dla obu punktem zwrotnym okazały się warsztaty mistrzowskie z Aleksandrą Gacą. To tam zobaczyły, czym tkanina może być naprawdę: nie tylko materiałem, ale i strukturą architektoniczną, która funkcjonuje w relacji z ciałem i przestrzenią.
– To było objawienie – podkreśla Piekarska. A zarazem zaczyn do stworzenia własnego języka wzorniczego. Pracowały osobno, dopóki nie zauważyły, że ich projekty zaczynają się przenikać. Tak powstała pierwsza wspólna praca, „Green Yarns Lab”, tkanina z wełny, lnu i konopi, łącząca skrajnie przeciwstawne faktury, która trafiła do finału międzynarodowego konkursu „Make Me!”, organizowanego w ramach Łódź Design Festival.
Praca z wełnianego filcu stworzona na wystawę Jana Ankiersztajna „Body of Work” w Objekt Gallery: kawałki filcu zostały zszyte niczym układanka, aby nawiązać do znaków i szablonów, z których projektant korzystał podczas tworzenia swoich obiektów Zdjęcie: © Michał Buczkowski-Przeździk, dzięki uprzejmości Galerii Objekt
Nie było jednak formalnej decyzji o założeniu studia. – To się działo bardzo spontanicznie – relacjonują. Odkryły też niszę: brakowało w Polsce pracowni, która tworzyłaby ręcznie tkane obiekty użytkowe – takie, które mogą stać się częścią wnętrza, codzienności. Ale zaczynały niemal od zera: – O splotach wiedziałyśmy bardzo mało. Wszystkiego uczyłyśmy się na błędach – zdradzają. Brak akademickiej poprawności paradoksalnie okazał się ich siłą – pozwolił im myśleć o tkaninie bardziej intuicyjnie niż systemowo.
Tkanina ręcznie wykonana z lnu i alpaki dla butiku pop-up Magdy Butrym w Nowym Jorku. Instalacja miała się poruszać i nadawać przestrzeni eteryczny charakter. Zdjęcie: © Tatiana + Karol, koncepcja wnętrz i dizajnu Anna Szczęsny, produkcja Kitty Events
Pandemia przyspieszyła ten proces. Zamknięte pracownie wymusiły na nich improwizację. Zrzuciły się na własne krosno i uczyły z internetowych poradników, nawet po szwedzku, którego nie znały: – Co parę sekund zatrzymywałyśmy nagranie i wpatrywałyśmy się w to, co ta pani tam robi – wspominają.
Dziś Julia częściej projektuje, Dominika tka, ale te role się przenikają. REST jest studiem projektowo-badawczym. Jego projekty przypominają eksperymenty, w których to materiał prowadzi twórcę. – Inspiracja wynika w 90% z samego materiału – tłumaczy Gacka. Ja dopytuję: czyli na początku jest dotyk? – Zdecydowanie. Gdy tkamy, to jakbyśmy malowały obraz – odpowiadają. Każdy egzemplarz jest inny, świadomie unikają powtarzalności. Po co robić dwa razy to samo?
Obiekt w przygotowaniu. Zdjęcie: © Michał Mutor
Nazwa REST odnosi się do odpoczynku, wytchnienia, ale też do resztek materiału, które artystki ponownie wykorzystują. – Zawsze zbieramy je do kosza przy krośnie i tworzymy z nich nowe formy – mówią. Ale chodzi im też o zachęcenie odbiorcy do oddechu w chaotycznej codzienności, do zwolnienia i innego odczuwania świata. To wydaje się kluczem do ich praktyki. – Wychodziłyśmy od głodu skóry – mówią wprost.
Scenografia z motywem mchu, przygotowana dla marki Answear, z sizalu i moheru, według koncepcji Anny Szczęsny. Zdjęcie: © REST Studio
Ich tkaniny mają różną wagę, fakturę, zapach. Są projektowane jak podróż dla zmysłów. – To wędrówka dla skóry – tłumaczy Piekarska. Nie chodzi o perfekcyjny obraz, ale o doświadczenie: miękkość, szorstkość, ciężar, opór materiału. Choć korzystają z narzędzi cyfrowych, najważniejsze decyzje podejmują przy krośnie. Znakomitym przykładem jest projekt „Topokki”, inspirowany koreańskim makaronem. Zamiast klasycznego dywanu powstała struktura z grubych, ręcznie zwijanych sznurów. Proces był ekstremalnie czasochłonny, a sam materiał zbuntował się przeciwko technologii. – Nagle zorientowałyśmy się, że tkanina nie wychodzi z krosna – śmieje się Piekarska. Elementy były zbyt grube, by się przecisnąć przez mechanizm. Trzeba było rozmontować część urządzenia. W efekcie powstał obiekt, który balansuje między dizajnem a rzeźbą, a jednocześnie testuje granice samego narzędzia.
Instalacja „HONEY RAIN” powstała podczas rezydencji artystycznej Bien Life i była elementem rewitalizacji miejskiego ogrodu w Kranju na Słowenii. Kluczowy element projektu stanowiły liny pokryte woskiem pszczelim zabarwionym kurkumą, nawiązujące do dziedzictwa kulturowego i naturalnego Słowenii. Zdjęcie: © REST Studio
REST podejmuje też próby tkania metalu, otwierając przed sobą zupełnie nowe możliwości. Obiekt po zdjęciu z krosna można formować, tworząc powierzchnie reagujące na światło niczym adamaszek. Można je będzie w przyszłości wykorzystać na frontach mebli.
Wielowymiarowa tkanina o nazwie „925” (len, wełna merino, poliester, stal nierdzewna) stworzona na tegoroczną wystawę stowarzyszenia Nów. Nowe Rzemiosło „Nów w Pełni”. Tak ją opisują projektantki: „Chłodna, metaliczna esencja wpleciona w dwuwarstwową, półprzezroczystą strukturę, delikatnie ugruntowaną przez len w jego naturalnym odcieniu. Dialog między światłem, fakturą i spokojnym odbiciem”. Zdjęcie: © REST Studio
Z naszej rozmowy wnioskuję, że utkać da się prawie wszystko. – Bez wątpienia! – odpowiadają zgodnie. Weźmy promienie słoneczne. Nie można ich utkać dosłownie, ale na pewno można sprawić, by stały się osnową projektu. Jak w „ko”, dla którego punktem wyjścia było japońskie pojęcie komorebi, oznaczające światło przesączające się przez liście drzew. Na to pojęcie Piekarska trafiła, czytając „Zeszyt ćwiczeń” Grupy centrala. Architekci z tego warszawskiego kolektywu w autorskich, tematycznych publikacjach pokazują, jak obserwacje i ulotne zjawiska zmieniać w narzędzia projektowe. – Stwierdziłam, że komorebi można pięknie ograć w tkaninie – komentuje projektantka.
Ręcznie tkane koce "BLUR" mają kieszonki wypełnione granulkami z wełny merino. Zdjęcie: © REST Studio
Stąd wzięło się myślenie o tkaninie nie tylko jako powierzchni, ale też jako filtrze światła – czymś pomiędzy zasłoną a strukturą przestrzenną. – Stwierdziłyśmy, że skupimy się na drzewie jako formie samej w sobie. Chciałyśmy, żeby struktury tkanin nawiązywały do struktury kory oraz porostów. A jednocześnie marzyło nam się od dawna tkanie przędzą papierową – opowiadają. Eksperymentowały z washi sprowadzaną z Japonii, barwiły ją, sprawdzały jej wytrzymałość i przezierność. Zastosowały intarsję tkacką, która pozwala budować nieregularne wzory i kontrolować stopień transparentności.
Nagrodzony projekt „KO”, rodzaj parawanu inspirowanego światłem, kolorem i strukturą. Zdjęcie: © Daria Szczygieł
Efekt końcowy opierał się na subtelnej grze światła i materii. Cieniutkie wątki sprawiły, że fragmenty tkaniny niemal znikały. – To było jak tkanie włosami – wspominają. Projekt otrzymał pierwszą nagrodę w iii edycji konkursu „Kunszt”, promującego innowacje materiałowe i rękodzieło, a organizowanego przez Fundację Rodziny Staraków. Dla rest był to jeden z ważniejszych momentów w artystycznym rozwoju studia.
– Największą frajdą jest dobieranie wątków w trakcie tkania – mówi Gacka, opisując momenty, gdy projekt wychodzi z komputera, zderza się z materią i zaczyna żyć własnym życiem. To wtedy pojawia się napięcie między kontrolą a przypadkiem. Może to ono czyni ich prace tak haptycznymi. Mają „atakować zmysły w pozytywny sposób” i przypominać, że doświadczenie świata nie kończy się na obrazie. rest odwołuje się tu do myślenia o architekturze jako przestrzeni wielozmysłowej – takiej, która angażuje ciało, a nie tylko wzrok.
Julia Piekarska i Dominika Gacka. Zdjęcie: Daira Szczygieł