„Przy znaczkach doskonale się rozmawia”. Wywiad z Polą Dwurnik

W rozmowie z AD Polska Pola Dwurnik opowiada o swojej wieloletniej pasji do filatelistyki i kolażach, jakie stworzyła ze zgromadzonych przez siebie znaczków, a także o najnowszej wystawie „Próba kwiatu”, którą będzie można zobaczyć na tegorocznym Warsaw Gallery Weekend, na której znajdą się m.in. prace trzech pokoleń Dwurników.

„Przy znaczkach doskonale się rozmawia”. Wywiad z Polą Dwurnik

Pola Dwurnik, Kolaż z polskich znaczków pocztowych (fragment). Zdjęcie: Daniel Ożga

AD Polska: Podczas tegorocznej edycji Hotel Warszawa Art Fair pokazała Pani autorskie kolaże tworzone ze znaczków pocztowych, które kolekcjonuje Pani od wielu lat. Co sprawiło, że właśnie ten niewielki, użytkowy obiekt, stał się dla Pani tworzywem artystycznym? I dlaczego projekt, który tak długo pozostawał częścią prywatnego świata, dopiero teraz zdecydowała się Pani pokazać publiczności?

Pola Dwurnik: Moja babcia Hanna namiętnie kolekcjonowała znaczki pocztowe. Przez ponad trzydzieści lat miała abonament filatelistyczny na poczcie i często chodziłam z nią odebrać najnowsze serie znaczków, które następnie z wielką powagą za pomocą pęsety układałyśmy w eleganckich klaserach. Zaraziła mnie tą pasją i już w wieku sześciu lat miałam pierwszy własny klaser z kolekcję znaczków pocztowych. Wkrótce klaserów było już kilkanaście. Wiele lat później, w 2008 roku, zostałam zaproszona przez Galerię Potocka do wystawienia serii prac na temat Krakowa. Zrobiłam wtedy pierwszy kolaż. Z mojej kolekcji wybrałam znaczki pocztowe tematycznie związane z Krakowem i wycięłam z nich obrazki, a następnie ułożyłam widok miasta. To była mała praca, miała format kartki A4. Pięć lat później, w 2013 roku, zrobiłam widok Warszawy. Obie prace pokazałam na wystawie „Czas kolażu” w Galerii Kordegarda w Warszawie, z której niestety te kolaże ukradziono.

AD: Ukradziono? Jak to się stało?

P.D.: Wszystko nagrało się na kamerach. Na video widać jak dwóch mężczyzn zdejmuje kolaże ze ścianki miniaturowej galerii, w której zostały zaprezentowane i wynosi je z ekspozycji. Byłam tą kradzieżą załamana i w mediach społecznościowych ogłosiłam, że poszukuję ukradzionych prac, a wtedy Piotr C. Kowalski, wspaniały malarz z Poznania podarował mi swoją kolekcję znaczków pocztowych. Tchnął we mnie nadzieję, że można zrobić nowe kolaże, więc ogłosiłam w mediach, że zbieram niechciane stare kolekcje znaczków. Już wówczas stare znaczki, nawet najbardziej wyszukane i najlepiej zaprojektowane miały bardzo niską wartość rynkową. Od tamtego dnia mnóstwo ludzi podarowało mi swoje zbiory. Nadal zbieram znaczki. Aktywnie prowadzę listę darczyńców tego projektu. Lista jest na mojej stronie www. Pokazuję te prace dopiero teraz, po kilku latach, bo mam zasadę, wedle której wystawiam publicznie nową serię prac dopiero wtedy, gdy liczy ona wiele obiektów. Mogę wówczas od razu odpowiadać na potrzeby widzów i propozycje wystaw, kiedy mam tak zwany “pełny magazyn”.

Pola Dwurnik, Szwajcarski kolaż: czerwony bukiet, 2026, Kolaż ze szwajcarskich znaczków pocztowych. Zdjęcie: Daniel Ożga

AD: Znaczek pocztowy jest miniaturowym obrazem, ale też nośnikiem pamięci, historii i oficjalnej narracji o kraju, który go emituje. W Pani kolekcji znajdują się znaczki z różnych stron świata. Co polskie znaczki mówią o nas samych? Gdyby potraktować je jak rodzaj wizualnego archiwum, jaki portret Polski i Polaków można byłoby z nich ułożyć — i jak ten autoportret zmieniał się wraz z kolejnymi dekadami?

P.D.: To jest właśnie zagadnienie, któremu poświęcony jest mój cały projekt. Wyposażona w nożyczki niczym krawiec, dokonuję setek chirurgicznych cięć aby te miniaturowe obrazeczki ułożyć na nowo, przyjrzeć się im i w ten sposób ujrzeć w jaki sposób dany kraj jest prezentowany na swoich znaczkach pocztowych. W dobie Polski Ludowej na znaczkach dominowały miasta, dzieła sztuki, natura oraz osoby nierzadko związane z aparatem władzy. Po 1989 roku bardzo ważnym i częstym motywem stała się Matka Boska z Dzieciątkiem i inne motywy związane z kościołem rzymskokatolickim oraz motywy związane z nową postkomunistyczną polityką historyczną. Np pod koniec lat 90 powstała duża seria znaczków ukazująca ziemiańskie dworki związane ze słynnymi Polakami, jednocześnie był to czas, w którym wielu Polaków budowało sobie takie właśnie dworki. Dwa lata temu zrobiłam też całą serię kolaży z angielskich znaczków pocztowych i temat oraz motyw wizualny tych prac jest jeden: Królowa Elżbieta (śmiech).

Pola Dwurnik, Polski kolaż: grzyby zjedzą samochody, 2024, Kolaż z polskich znaczków pocztowych. Zdjęcie: Daniel Ożga

AD: W podcaście AD Polska opowiadała Pani o początkach swojej drogi malarskiej i monumentalnym powiększaniu dawnych banknotów, dzięki któremu niemal niewidoczny mikrodesign stawał się pełnoprawnym obrazem. W kolażach ze znaczków wybiera Pani odwrotny gest: pozostaje przy ich oryginalnej, intymnej skali i pracuje bezpośrednio na fizycznym obiekcie. Co daje Pani ta miniaturowość? Czy wymusza inny rodzaj patrzenia, skupienia i kontaktu z materią niż wielkoformatowe malarstwo olejne?

P.D.: Do pracy ze znaczkami pocztowymi mam dedykowaną pracownię na piętrze. Jest oddalona od mojego malarskiego atelier, przez które przewija się dużo osób i które przylega do sali ekspozycyjnej Fundacji Edwarda Dwurnika. W pracowni kolażu panuje skupienie i cisza, są duże okna i jasne światło, a całą przestrzeń wypełniają ogromne stoły, na których leżą znaczki. W tej przestrzeni nie pracuję sama, jest w niej także moja asystentka, która sortuje i wycina znaczki, ciągle setki ich wycinamy. Od początku w tym projekcie towarzyszy mi mnóstwo ludzi, poczynając od darczyńców znaczków, poprzez pomocnicze dłonie i oczy. W 2015 roku zorganizowałam wielkie wspólne sortowanie znaczków pocztowych. Zaprosiłam do mojej pracowni przyjaciół i razem segregowaliśmy tysiące darowanych mi znaczków - na kraje i na różne tematy. To były dwa wspaniałe dni. Przy znaczkach doskonale się rozmawia. Dwa lata później Daniel, mój późniejszy mąż, przeszedł “próbę kolażu”. Poprosiłam go o wyklejenie morza bałtyckiego z niebieskich znaczków priorytetowych na dużym kolażu z mapą Polski, ja w tym czasie układałam i kleiłam ląd, przyglądając się mojemu narzeczonemu.

Pola Dwurnik, Polski kolaż: suknia Alcyny 2, 2024, kolaż z polskich znaczków pocztowych. Zdjęcie: Daniel Ożga i Krupa Gallery 

AD: Edward Dwurnik mówił o malarstwie jako sposobie komentowania rzeczywistości i wyrażania własnego stosunku do świata. W jego przypadku przybierało to często formę bezpośrednią, groteskową, niemal publicystyczną — czego przykładem są choćby Sportowcy czy Robotnicy, prezentowani obecnie na wystawie w MSN. Pani twórczość również pozostaje bardzo uważna na współczesność: w wystawie „Duch przodków i anioł przyszłości albo ignorancja” pojawiały się wojna, migracja czy społeczne zobojętnienie. Na ile bliska jest Pani idea artysty jako kogoś, kto powinien reagować na swój czas? I jaką rolę odgrywa w tym zwierzęca metafora, po którą Pani sięga — czy pozwala powiedzieć o człowieku i współczesności coś, czego nie dałoby się wyrazić równie celnie wprost?

P.D.: Dokładnie tak. Choć jestem bardzo stabilną i silną osobowością, ogromnie wzrusza mnie cierpienie żywych istot, zarówno ludzi jak i zwierząt. Zwierzęta to nieodgadniona tajemnica, a jednak wiemy, że są bardzo podobne do nas. Jest coraz więcej dowodów na to, że ich odczuwanie świata jest bardzo bliskie ludzkiemu. To jeden z powodów, dla których je maluję. Drugim powodem jest wizualne piękno dzikich zwierząt. A trzecim ich obecność w literaturze i sztuce, do których historii często nawiązuję.

Kolaż ze znaczków i instalacja artystyczna Poli Dwurnik na Hotel Warszawa Art Fair 2026. Zdjęcie:  Krupa Gallery i Pola Dwurnik

AD: W podcaście wspominała Pani tekst napisany przez nowojorską autorkę przy okazji wystawy w Harkawik Gallery w 2023 roku. Szczególnie ważne było dla Pani to, że krytyczka odczytywała obrazy wyłącznie poprzez ich treść i język, bez znajomości rodzinnego kontekstu. W Polsce nazwisko Dwurnik niemal automatycznie uruchamia określony zestaw skojarzeń. Czy możliwość funkcjonowania poza tym kontekstem — kiedy dzieło spotyka się z widzem niejako „bez biografii” — jest dla Pani artystycznie wyzwalająca? Czy pozwala również zobaczyć własną twórczość z innej perspektywy?

P.D.: Każde spotkanie z nowym odbiorcą albo odbiorczynią jest dla mnie bardzo ciekawe, kontekst nazwiska lub jego brak nie ma tu większego znaczenia. Coraz częściej spotykam ludzi, którzy potrafią całkowicie zapomnieć o bagażu mojego nazwiska. Ostatnio gościłam w mojej pracowni malarskiej osobę, która silnie wzruszyła się na widok mojego ostatniego obrazu. Dużo potem o nim rozmawiałyśmy. To są najważniejsze momenty, nazwisko nie ma z nimi nic wspólnego.

Kolaż Poli Dwurnik na Hotel Warszawa Art Fair 2026. Zdjęcie: Krupa Gallery i Pola Dwurnik

AD: Wystawa „Edward Dwurnik. Duma i wstyd” w MSN wydobywa na pierwszy plan wczesną, bezkompromisową i antyelitarną postawę Edwarda Dwurnika — jego zainteresowanie codziennością, społecznym marginesem, dokumentem i rzeczywistością daleką od reprezentacyjności. Z czasem w powszechnym odbiorze coraz silniej funkcjonował jednak również inny Dwurnik: autor niezwykle popularny, obecny na rynku sztuki, kojarzony z widokami miast czy tulipanami. Co znaczy dla Pani dzisiejszy powrót do tej bardziej drapieżnej części jego twórczości? Czy wystawa w MSN ma szansę zmienić utrwalony sposób patrzenia na jego dorobek?

P.D.: Już po pierwszym miesiącu wystawy postrzeganie Edwarda Dwurnika przez polskich odbiorców całkowicie się zmieniło. W Fundacji dostajemy na ten temat wiele wiadomości od różnych ludzi. Bardzo mnie to cieszy, bo ja nigdy nie widziałam w ojcu malarza dekoracyjnego czy popularnego. Ojciec był krytycznym obserwatorem świata przez całe życie, także w latach 90. i dwutysięcznych. W tych pierwszych stworzył cykl “Sportowcy c.d.” wyśmiewający blaski i cienie transformacji oraz jej głównych bohaterów i nowe elity. W latach dwutysięcznych kontynuował go, ale coraz bardziej interesowały go czysto malarskie zagadnienia. Namalował kilkadziesiąt świetnych aktów kobiet w ciąży - zupełnie niekomercyjny temat. Stworzył także wspaniałe monumentalne kompozycje abstrakcyjne, nieszczególnie popularne w Polsce. Wystawa w MSN ukazuje bardzo ważne zagadnienia tożsamościowe i społeczne, które szczególnie poruszają jej kuratora, Łukasza Rondudę. Łukasz wybrał świetne obrazy, które opowiadają o polskim społeczeństwie i zachodzących w nim przemianach, nadal jednak można zrobić co najmniej kilkanaście innych wielkich wystaw Edwarda o kilkunastu innych ważnych zagadnieniach, którymi się zajmował.

Pola Dwurnik ze swoim kolażem, 2026. Zdjęcie: Daniel Ożga

AD: Na wystawie „Próba kwiatu”, którą będzie można zobaczyć na tegorocznym Warsaw Gallery Weekend spotkają się prace kilku pokoleń rodziny Dwurników – od nigdy wcześniej niepokazywanych haftów Władysławy Dwurnik, przez Edwarda i Teresę, po Pani nowe kolaże. Co było dla Pani interesujące w zestawieniu własnej pracy z twórczością członków rodziny i czy widzi Pani w tym wspólnym motywie kwiatu coś, co łączy te różne języki artystyczne?

P.D.: Mnie i tatę można zestawić na wiele sposobów i taki dwugłos skoncentrowany wokół zagadnienia portretu i autoportretu planuję w październiku w Galerii Sztuki Rzeczna w Rybniku. Wcześniej tylko raz odbyła się nasza wspólna wystawa. Czterdzieści jeden lat temu w legendarnej Pracowni Dziekanka tata i ja pokazaliśmy nasze wspólne oraz osobne prace. Miałam wtedy sześć lat i nigdy później nie zgodziłam się już na duet z ojcem. Natomiast na wystawie w Fundacji pokażemy kwiatowe hafty mojej babci, które niewątpliwie należy umieścić w nurcie sztuki ludowej. Z kolei klasykiem tego typu sztuki jest Zdzisław Walczak, którego barwne malarskie kompozycje na szkle w latach 70. były popularną pamiątką z Zakopanego. Gdy przyjrzymy się kwiatom na pracach Walczaka ujrzymy wielkie podobieństwo do późnych kwiatów Edwarda Dwurnika. Schematyczność i swoboda pociągnięć pędzla, czysta plama barwna, intensywny kolor i obwodzący je kontur są tożsame. Schematyczność i uproszczenie wizerunku dotyczy też znaczków pocztowych, z których co pewien czas układam fantazyjne wybujałe bukiety. Na ekspozycji w tym kontekście ludowości i dekoracyjności zestawiam naszą czwórkę. Natomiast tata i babcia, czyli syn i matka, nawiązali niegdyś artystyczną współpracę. W 1980 roku Władysława Dwurnik wykonała duży, niezwykle skomplikowany haft według rysunku Edwarda. Ta wspaniała praca wisi we foyer Fundacji zaraz obok otwierającego ekspozycje muralu Claudii i Julii Müller. Natomiast fotografie mojej mamy Teresy Gierzyńskiej pokazuję w innej sali, poświęconej kruchości i przemijaniu.

Władysława Dwurnik, Bez tytułu, 1980, haft na płótnie. Zdjęcie: Daniel Ożga

AD: Na wystawie będzie zatem wiele różnych opowieści o kwiatach. Będzie też wiele gwiazd współczesnej sztuki, m. in. obrazy Rikako Kawauchi, konceptualne prace Giny Fischli, rzeźby Alicji Białej i fotografię Artura Żmijewskiego. Odkąd fundacja ma siedzibę otwartą dla zwiedzających czyli od trzech lat, kuratoruje Pani wszystkie organizowane w niej wystawy. Lubi pani to robić?

P.D.: Od lat kuratoruję wystawy, przede wszystkimi własne, choć nie tylko. Należę do tej grupy artystów, dla których wymyślanie i inscenizowanie ekspozycji jest integralnym elementem wypowiedzi artystycznej. Realizowanie wystaw jest niesamowicie ciekawe i wciągające. Jedyny problem to czas. Nie da się w tym samym momencie siedzieć w pracowni i robić wystawy. A ja najbardziej lubię układać nowe światy ze znaczków pocztowych i malować obrazy.

Prace Poli Dwurnik, Edwarda Dwurnika i Zdzisława  Walczaka na wystawie "Próba kwiatu", Fundacja Edwarda Dwurnika, Zdjęcie: Pola Dwurnik

 

Zobacz też:

Czytaj więcej