Jak kupować sztukę? Rozmawiamy z Pawłem Domagałą – znawcą tematu i autorem książki „Pasja, pieniądze, prestiż. Sekrety światowego rynku sztuki”

To książka, po którą warto sięgnąć, jeśli chcesz kupować sztukę lub już to robisz. Paweł Domagała dzieli się w niej wiedzą i doświadczeniem w obszerny i wyjątkowy sposób.

Jak kupować sztukę? Rozmawiamy z Pawłem Domagałą – znawcą tematu i autorem książki „Pasja, pieniądze, prestiż. Sekrety światowego rynku sztuki”

Londyńska siedziba Chriestie's. Zdjęcie: Getty Images.

To nie jest podręcznik akademicki, choć niejeden może pobić swoją objętością – blisko 500 stron! – i szeroką perspektywą autora, który prowadzi czytelnika przez realia rynku sztuki – od galerii i pracowni artysty, przez rynek pierwotny i wtórny, po domy aukcyjne, doradców i instytucje, które budują pozycję dzieł i artystów. Paweł Domagała pokazuje, jak czytać rynkowe sygnały, podejmować świadome decyzje i poruszać się po świecie sztuki z większym spokojem, a zarazem mniejszą liczbą złudzeń. Rozmowy z autorem tej ksiązki nie mogło zabraknąć na stronie AD Polska.

Jak się przygotować do kupowania dzieł sztuki? Zakładając, że ma się bazę w postaci niewielkiej wiedzy ogólnej na poziomie licealno-turystycznym.

Wiedza na takim poziomie to absolutnie wystarczający i całkowicie naturalny punkt wyjścia. Nie trzeba zaczynać od wkuwania historii sztuki, bo trudno odczuwać autentyczną przyjemność z obcowania ze sztuką, opierając się jedynie na teorii czy czytaniu podręczników, bez bezpośredniego kontaktu z samymi obiektami. Kluczem jest oglądać jak najwięcej, czerpać z tego frajdę i nie bać się pytać o wszystko, co nas zaciekawi. U mnie tak ten mechanizm działa dokładnie w ten sposób. Tylko w bezpośrednim kontakcie z pracami odnajduję własne preferencje i odkrywam, co naprawdę mnie interesuje. I dopiero gdy konkretny obiekt przyciągnie moją uwagę, pojawia się u mnie naturalna potrzeba, żeby sięgnąć po książkę czy tekst i doczytać więcej o artyście, nurcie czy całej epoce. A kiedy przychodzi moment, że z oglądania chcemy przejść do pierwszych zakupów, warto być świadomym własnych oczekiwań. Warto wiedzieć, czy szukamy czegoś ładnego do wnętrza, czy wciąga nas sam proces kolekcjonowania, czy podchodzimy do tego czysto inwestycyjnie. To daje gwarancję, że decyzja będzie trafiona, a zakup przyniesie satysfakcję.

 

Paweł Domagała Paweł Domagała na spotkaniu autorskim. Zdjęcie: archiwum prywatne.

 

Pierwszy zakup – czy jest jakiś właściwy pułap (cenowy), z którego startować, czy uzależnić go od swoich możliwości finansowych, czy może entuzjazmu wobec dzieła?

Odłóżmy na chwilę temat budżetu. To zupełnie naturalne, że każdy zaczyna od poziomu, na jaki pozwala mu portfel. Przedstawiciel klasy średniej raczej nie zacznie od pukania do drzwi Christie`s po pracę Picassa czy Basquiata. Ważniejsze od pytania o stan konta jest pytanie, co mnie w ogóle pociąga i po co to robię. Sam entuzjazm to świetny zapalnik, doskonały na start. Nie trzeba od razu myśleć o budowaniu poważnej kolekcji czy skomplikowanej strategii inwestycyjnej. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy entuzjazm robi się ślepy i próbuje zastąpić chłodną głowę, a my zaczynamy sobie wmawiać, że np. za chwilę podwoimy majątek. Motywacje na starcie bywają różne – od chęci powieszenia ładnego obiektu w salonie, przez czystą przyjemność poszukiwania, aż po zwykłe zauroczenie konkretną plamą na płótnie. Warto mieć z tyłu głowy jedną rzecz. Po latach pierwszy zakup rzadko okazuje się najlepszym wyborem. Częściej zostaje obiektem, który dawno zdjęto ze ściany, choć opowiada się o nim z czułością. Doświadczenie robi swoje. Z czasem, po setkach obejrzanych wystaw i przeczytanych katalogów, zmieniają się preferencje, wyostrza się oko i nagle widać, jak bardzo ta pierwsza praca odstaje od reszty kolekcji. Jednak ten pierwszy obiekt, nawet jeśli rynkowo czy artystycznie wypada średnio, zachowuje ogromną wartość symboliczną.  Natomiast zupełnie inaczej wygląda sprawa z zakupem podyktowanym wyłącznie usłyszanym słowem „okazja”, gdy sam obraz nie budzi w nas żadnego entuzjazmu. Taki zakup to zwykle czyste frycowe do zapłacenia.

 

art basel 2025 paweł domagałaKompleks, w którym odbywa się Art Basel w Bazylei, 2025. Zdjęcie: Paweł Domagała. 

 

Gdzie szukać doradztwa w tej dziedzinie i przy jakim poziomie inwestycji powinno się z niego korzystać?

Na początku naturalnymi przewodnikami mogą być galerzyści czy specjaliści z domów aukcyjnych. W miarę jak pasja rośnie, może pojawić się potrzeba kogoś, kto spojrzy na nasze wybory obiektywnie i z szerszej perspektywy. Taką osobą może być profesjonalny art advisor. Jego rola polega na wniesieniu własnego doświadczenia, chłodnego oka i dostępu do sieci kontaktów, do których samemu przedzierałoby się przez dekady. Dobry doradca odsieje rynkowy szum, utnie zbędny entuzjazm, zweryfikuje autentyczność i oszczędzi nam bolesnego płacenia frycowego. Pytanie o sens takiej współpracy sprowadza się do skali budżetu oraz konkretnego celu. Jeśli planujemy kupić jedną lub dwie prace za kilkanaście tysięcy złotych, zatrudnianie niezależnego doradcy trochę mija się z celem. Na tym etapie najcenniejsza jest nauka i zbieranie doświadczeń. Próg wejścia dla art advisora zaczyna się, kiedy budżety wchodzą na poziomy setek tysięcy złotych, a ewentualny błąd kosztuje tyle, co dobre auto. Są jednak sytuacje, w których wsparcie doradcy bywa nieocenione bez względu na staż i poziom cen. Może to być pomoc przy zakupie konkretnego, długo poszukiwanego dzieła lub gdy na głośnej wystawie pojawi się pięć świetnych prac i pięćdziesięciu chętnych. W takim przypadku sama gotówka w portfelu niczego nie gwarantuje. Galerie nie sprzedają najlepszych rzeczy pierwszorazowym klientom z ulicy, tylko budują tzw. waiting list czyli listy oczekujących. Wtedy art advisor staje się biletem wstępu i agentem do zadań specjalnych. Sam często korzystam z pomocy ekspertów dokładnie w takich momentach. Wtedy pozycja doradcy, jego nazwisko i relacja z galerią decydują o tym, że to moja oferta wygrywa. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę. że rynek nie jest w żaden sposób regulowany. „Art advisorem” może nazwać się każdy, kto przeczytał dwie książki i założył profil w mediach społecznościowych. Dobry doradca żyje ze swoich kompetencji, transparentnej prowizji od kupującego i doskonałych relacji w środowisku, a nie z potajemnych układów i prowizji zgarnianych od galerii za wciśnięcie klientowi słabej pracy.

 

art basel paris Paryska edycja targów Art Basel w Grand Palais. Zdjęcie: MH.

 

Czy osoba początkująca może myśleć o kupowaniu sztuki w kategoriach inwestowania? Czy takie myślenie ma jakikolwiek sens?

Kupowanie sztuki z myślą o zarobku ma sens, ale wymaga natychmiastowego zderzenia z brutalnym zjawiskiem, jakim jest asymetria informacji. Rynek sztuki to wyjątkowo nieprzejrzysty ekosystem, w którym wiedza o autentycznych cenach transakcyjnych, kulisach budowania pozycji artystów, planowanych wystawach muzealnych czy strategiach galeryjnych jest, delikatnie to ujmując, rozdzielona nierówno. Po jednej stronie mamy wyspecjalizowanych graczy, właścicieli galerii i domów aukcyjnych, a po drugiej debiutanta, którego wiedza opiera się na informacjach prasowych, optymistycznych wykresach lub plotkach. Wchodzenie na rynek sztuki bez zaplecza informacyjnego przypomina grę w pokera, w której wszyscy przy stole widzą twoje karty, a ty ledwo ogarniasz zasady gry.

Warto rozgraniczyć dwie postawy, które początkujący nagminnie ze sobą mylą. Kolekcjonera i inwestora. Kolekcjoner żyje w świecie zachwytu, historii i osobistej relacji z obiektem. Jeśli praca zyskuje na wartości, traktuje to jako potwierdzenie własnego instynktu, ale rzadko decyduje się na sprzedaż, bo to oznaczałoby odcięcie kawałka własnej tożsamości. Inwestor widzi w płótnie często jedynie płynne aktywo o określonej zmienności i potencjale stopy zwrotu. Próba łączenia obu tych ról na starcie kończy się zwykle zabawnie tragicznymi rozterkami. Kupujemy coś z chłodną kalkulacją na zysk, po czym zakochujemy się w obiekcie i płaczemy przy próbie jego sprzedaży, albo odwrotnie, kupujemy coś pod wpływem impulsu serca i dziwimy się, że rynek nie chce zapłacić za nasze wzruszenia ani złotówki. Nie mówię, że te dwa światy nigdy się nie stykają, ale próba ciągłego przechylania szali i grania obu ról naraz najczęściej zaciemnia obraz. Na początku znacznie bezpieczniej jest jasno określić swój priorytet i wiedzieć, kim się jest przy danym zakupie. Ale dla mnie, patrząc z perspektywy czasu, prawdziwy sens inwestycyjny na samym początku drogi wcale nie powinien polegać na szybkim pomnażaniu kapitału. Ważniejsze jest pomnażanie kompetencji, wyczucia i sieci kontaktów. W tym środowisku to właśnie dostęp do rzetelnej wiedzy i relacje procentują po latach znacznie lepiej niż niejeden, zwykle przypadkowy, trafny zakup.

 

Moma paweł domagała Nowojorskie MoMA. Zdjęcie: Paweł Domagała.

 

Gdzie kupować – to pytanie o wiarygodne źródła dzieł sztuki? I gdzie lub od kogo nie kupować w żadnym wypadku?

Wiarygodne źródła to cenione galerie komercyjne, renomowane domy aukcyjne oraz prestiżowe targi sztuki. To właśnie na targach i galeryjnych wernisażach tętni rynkowe życie, buduje się relacje i łapie najświeższe trendy. Kupując w takich miejscach, płacimy za weryfikację autentyczności, proweniencję i ocenę stanu obiektu. Zyskujemy spokój, pewność oraz zwykle prestiż. Bo zakup dzieł z prestiżowej galerii buduje inną pozycję kolekcjonerską niż zakup w galerii w Koziej Wólce. Nie należy bać się zakupów online, o ile dokonujemy ich przez oficjalne strony uznanych galerii czy platformy aukcyjne. Świetnym adresem są też pracownie żyjących artystów. Zakup u źródła to szansa na rozmowę i obcowanie z procesem twórczym. Warto jednak pamiętać, że jeśli artysta ma umowę z galerią, próba kupienia czegoś taniej bezpośrednio u niego stawia go w niezręcznej sytuacji i narusza zasady środowiska. 

A od kogo nie kupować? Klasyk malarstwa za ułamek ceny z targu staroci, piwnicy czy lokalnego portalu ogłoszeniowego to z reguły żerowanie na chciwości początkującego. Należy unikać przypadkowych pośredników, handlarzy z bagażnika i sprzedawców oferujących wzruszające legendy rodzinne. Takie transakcje kończą się zazwyczaj zakupem bezwartościowego falsyfikatu. Szerokim łukiem omijamy również tak zwane „okazje życia”. Na tym rynku najbardziej poszukiwane, rozchwytywane prace wybitnych artystów wręcz nigdy nie trafiają do osób przypadkowych czy debiutantów. Na dostęp do takich obiektów pracuje się latami, budując swoją pozycję, wiarygodność i sieć relacji. I tu wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej. Na starcie najważniejszą inwestycją jest inwestycja w kontakty i własną wiedzę. To dzięki nim po latach dostaje się oferty z galerii, zanim trafią one na rynek.

 

Paweł Domagała Christies Nowy JorkPaweł Domagała przy wejściu do nowojorskiej siedzimy domu aukcyjnego Christie`s. Zdjęcie: archiwum prywatne Pawła Domagały. 

 

Nad czym zastanowić się na starcie, dopiero zaczynając przygodę z kupowaniem –  czy najprościej jest kupować po prostu z myślą o wnętrzu – mieszkalnym lub biurze?

Kupowanie „pod wnętrze” to obok motywacji typowo inwestycyjnych jeden z dwóch najczęstszych powodów, dla których ludzie w ogóle sięgają po portfel. Jeśli celem jest komfort, estetyka i po prostu przyjemność z przebywania we własnym domu, kupuj oczami, ciesz się obiektem i nie daj sobie wmówić, że musisz dorabiać do tego mądrą teorię.

Warto jednak już na starcie wyraźnie postawić granicę i rozróżnić sztukę od dekoracji. Dekoracja ma pasować do otoczenia, być estetycznie nieinwazyjna, ładna i podobać się wszystkim domownikom. Sztuka rządzi się własnymi prawami. Ma swój własny język, autonomię, często prowokuje, stawia trudne pytania i wcale nie musi „pasować” do kolorystyki ścian czy faktury mebli. Co więcej, trzeba rozdzielić pojęcie sztuki od pojęcia piękna. Sztuka nie musi być piękna w klasycznym rozumieniu tego słowa. Może być brzydka, niepokojąca, trudna, a mimo to wybitna. Największym błędem początkujących jest kupowanie miłej dla oka dekoracji z cichą nadzieją, że w magiczny sposób stanie się ona dziełem sztuki o rosnącej wartości rynkowej. Na początku warto zadać sobie jedno, uczciwe pytanie: po co tak naprawdę wyciągam pieniądze? Jeśli szukamy czegoś stricte użytkowego i ozdobnego to wspaniale, słuchajmy własnego gustu albo porady architekta wnętrz. Jeśli jednak chcemy wchodzić w obszar autentycznej sztuki, to architekta wnętrz zostawmy w spokoju, a o kolorze ścian w salonie po prostu zapomnijmy. Sztuka ma bronić się sama, a nie współpracować z tapicerką.

 

spotkanie desa Paweł DomagałaSpotkanie autorskie w domu aukcyjnym DESA Unicum – prowadzący prezes Rady Nadzorczej DESA Unicum. Juliusz Windorbski i autor publikacji Paweł Domagała. Zdjęcie: archiwum prywatne Pawła Domagały.

 

Skąd pomył na książkę, w dodatku tak obszerną? Czy koncepcja tej publikacji ewoluowała w trakcie?

Pomysł był prosty. Po latach obserwacji i uczestniczeniu w rynku sztuki chciałem wreszcie wyrzucić z siebie to wszystko, co zebrało się przez lata transakcji, rozmów i obserwacji. Po prostu spisać własne doświadczenia. Kiedy jednak usiadłem do pisania, wpadłem w prawdziwą lawinę. W miarę jak powstawały kolejne rozdziały, docierało do mnie, że nie jest łatwo postawić kropkę. Żeby pokazać pełny i spójny obraz całego rynku, dopisywałem wątek za wątkiem, ponieważ wydawało mi się, że dokładanie każdego z nich było kluczowe, by cała konstrukcja miała sens. Tekst rozrastał mi się z tygodnia na tydzień. W efekcie stworzyłem publikację, która dotyka chyba każdego możliwego aspektu tego świata. I to jest zarazem jej siła, jak i mój największy niedosyt, ponieważ przy tej skali, wydaje mi się, że każdy z tematów z konieczności zaledwie liznąłem. Dałem pełną mapę terenu, ale bez wchodzenia w absolutne głębiny. A prawda jest taka, że niemal każdy z podjętych przeze mnie wątków to materiał na osobną, potężną pozycję. Weźmy chociażby samo pojęcie wartości sztuki. I nie mam tu na myśli wyłącznie cyferek na aukcjach czy finansowych wycen, ale rozłożenie pojęcia „wartości” na absolutnie wszystkie wymiary. Co tak naprawdę sprawia, że obiekt zyskuje ciężar gatunkowy, przechodzi do historii lub zostaje zapomniany, staje się ważny lub nieistotny, pożądany, głośny, czy bezcenny? To mnie najbardziej elektryzuje. I wiem jedno, kolejna książka będzie już tylko o tym, wchodząc bezkompromisowo w sam środek tego zagadnienia.

 

Wenecja Paweł domagała Mural „Kapewë Pukeni”, który pokrył fasadę Pawilonu Głównego w ogrodach Giardini podczas 60. Międzynarodowej Wystawy Sztuki – La Biennale di Venezia, 2024. Zdjęcie: Paweł Domagała.

 

dom aukcyjny phillips ny 2024Dom aukcyjny Phillips w Nowym Jorku. Zdjęcie: Paweł Domagała.

 

guggenheim Nowy Jork Paweł DomagałaMuzeum Guggenheim w Nowym Jorku. Zdjęcie: Paweł Domagała.

 

Zobacz także: 

Wakacje ze sztuką: polskie wystawy, które warto zobaczyć tego lata

Siedem ujęć: Dworzec Gdański okiem Artura Żmijewskiego

David Hockney odszedł w wieku 88 lat. Wspominamy jego ostatnią, wielką retrospektywę

Czytaj więcej