Kuchnia Nikki: polski projekt w Valldal

Katedralna więźba dachowa, spektakularny widok na szczyty Sunnmøre i szkolne krzesła. Restauracja projektu Polaków z Office Inainn pielęgnuje dziedzictwo kulinarne Norwegii i przypomina zasługi jednej z jego twórczyń.

Zdjęcia Mathias Sæther
Kuchnia Nikki: polski projekt w Valldal

W głównej przestrzeni restauracyjnej o uwagę z krajobrazem konkuruje zachowana więźba dachowa z surowego drewna. Pod nią ustawiono autorskie stoły i krzesła pochodzące z działającej niegdyś w pobliżu podstawówki. Zdjęcie: Mathias Sæther

Tłuszcz jest dobry. Pomaga na stawy – mawiała Nikoline Myren Grønning. W Norwegii lepiej znana jako Nikka, dożyła prawie 107 lat, do ostatnich dni propagując sycącą lokalną kuchnię. Przez lata przypominała rodakom tajniki narodowych potraw. W swoim domu w Valldal nad malowniczym Storfjorden prowadziła zajęcia i warsztaty kulinarne. Uczyła zarówno, jak zrobić najlepszy sylteflesk, czyli świąteczną potrawę z boczku gotowanego w solance, jak i klasyczny sok z czerwonych porzeczek. W 2022 roku za działalność na rzecz norweskiego dziedzictwa została odznaczona Królewskim Medalem Zasługi. Uroczystość wręczenia wyróżnienia miała się odbyć w Oslo w obecności króla Haralda V i królowej Sonji. – On jest w lepszej formie ode mnie – stwierdziła stupięcioletnia laureatka i zaprosiła 85-letniego monarchę do siebie. Wizyta pary królewskiej w Valldal odbyła się wkrótce potem i towarzyszył jej huczny festyn. Dziś domek, w którym mieszkała Nikka, jest wynajmowany turystom, a w położonej tuż obok restauracji skosztować można potraw przygotowywanych według jej przepisów. Lokal urządzono w dawnej stodole, którą do nowych funkcji zaadaptowało polskie Office Inainn.

– To obiekt powojenny, wzniesiony w latach 60., ale wartościowy o tyle, że zbudowali go lokalni mieszkańcy z lokalnych materiałów – mówi Maksymilian Sawicki, założyciel studia Inainn. W surowych warunkach regionu Sunnmøre, słynącego z dziewiczej przyrody i zapierających dech w piersiach widoków, wszystko opiera się na współpracy między sąsiadami i zależności od natury. – Betonowy fundament powstał z wykorzystaniem piasku z pobliskiej rzeki. Połyskuje, ma widoczne kawałki kamieni, przez co budynek nabiera wyjątkowego charakteru – opowiada architekt. Rwąca rzeka napędzała maszyny do cięcia drewna pochodzącego, rzecz jasna, z okolicznych lasów. – Wcielano tu w życie zasady, które promujemy też dzisiaj: ograniczenie zanieczyszczenia środowiska i kosztów transportu oraz wspieranie produkcji lokalnej – podkreśla Sawicki. Jego biuro poszło właśnie tym tropem.

Jedna ze ścian szczytowych została całkowicie przeszklona. Architekci wymienili deski na elewacji, ale pozostawili oryginalne drzwi i okna. Zdjęcie: Mathias Sæther

W istniejącą strukturę wprowadziło modułowe elementy, które w każdej chwili można usunąć, bez niszczenia starego budynku. To m.in. nadbudowana część mieszcząca kuchnię i zaplecze oraz wielkie przeszklenia w jednej ze ścian szczytowych, które otwierają widok na krajobraz. Autorzy nie ingerowali w istniejącą konstrukcję. Oczyścili ją i wyeksponowali. Spektakularna więźba, o rozpiętości 11 metrów, stanowi teraz główną ozdobę sali restauracyjnej.

Wykorzystane we wnętrzu meble pochodzą w większości z lokalnych zakładów, jak krzesła „Bambi 57/4” marki Fjordfiesta. Wyjątek stanowią fotele, model „MG501”, zaprojektowane przez Mortena Gøttlera dla duńskiej firmy Carl Hansen & Son. Zdjęcie: Mathias Sæther

Do zachowanych na podłodze desek projektanci dopasowali nowe. – Cięcia wykonywane piłą napędza ną wodą z rzeki nie były precyzyjne. Każda z desek jest nieco inna, więc te dosztukowane rozrysowywaliśmy co do milimetra, żeby nie było widać różnicy. Potem dobraliśmy do nich jeszcze odpowiedni kolor bejcy – mówi Sawicki. Podłogi są prawie czarne, tak jak drewno, którym po ociepleniu budynku wyłożono wewnętrzne ściany. Przy okrągłych stołach, wykonanych według projektu biura, ustawiono krzesła ze sklejki i stalowych rurek. – Pochodzą z dawnej szkoły podstawowej, która kiedyś działała w tym regionie – tłumaczy autor. Oszczędne wyposażenie, wyprodukowane w większości w lokalnych zakładach, uzupełniają pamiątki po Nikce, m.in. ustawiony w głównej sali stalowo-drewniany regał aptekarski. Restaurację wraz z po bliskim hotelem i pensjonatem prowadzi jej wnuk, Leif Inge Grønning. Na cześć zasłużonej babci nazwał to miejsce Nikkakjøkken, co znaczy po prostu „Kuchnia Nikki”. W ten sposób przygotowane według rodzinnych przepisów salcesony, naleśniki svele i słynna owsianka na kwaśnej śmietanie mają szansę zachwycać kolejne pokolenia.

Artykuł ukazał się w 18. numerze „AD Polska”, lipiec/sierpień 2026.

Zobacz też:


Czytaj więcej