Nie boi się błędów. Mario Ceroli, 87-letni włoski rzeźbiarz, projektant i scenograf, mówi, że wciąż chce je popełniać, bo potknięcia, niedopatrzenia i wpadki to życie, a życie to tworzenie. Kierując się tą ideą, zgromadził w swoim rzymskim domu-pracowni kolekcję ponad 500 własnych dzieł. Stanowią zapis jednej z najbardziej oryginalnych biografii we włoskiej sztuce, historii bardzo nowoczesnej, zrodzonej w kochających eksperymenty latach 60., a jednocześnie wręcz pierwotnej, ponieważ w dużej mierze opowiedzianej za pomocą drewna.

Na centralnym dziedzińcu znajduje się kompozycja „Malalingua” (Plotkarz), składająca się z szeregu drewnianych kolumn w formie nibyjęzyków. Zdjęcie: Simon Watson
Dla Cerolego to żywa materia, która się odradza, oddycha, zmienia w czasie. Każda praca wykonana z tego surowca ma charakter mistyczny i tajemniczy, przywołuje skojarzenia z powrotem do natury, wolnością, ale też chaosem i brakiem kontroli. O tym jest poniekąd instalacja „Mala lingua” (Plotkarz). Składa się z szeregu kolumn w formie nibyjęzyków ustawionych na jednym z dziedzińców posiadłości. Czujemy zapach żywicy, słyszymy skrzypienie drewna. Podobnie jak przy trzymetrowych atlasach dźwigających figury geometryczne z serii „Discorsi platonici sulla geometria” (Dialogi platońskie o geometrii).

Na terenie posiadłości znajduje się ponad 500 prac Maria Cerolego, reprezentujących całą karierę mistrza, od lat 60. do dziś. Wśród nich drewniana rzeźba z 2006 roku „Europa, figlia del libro” (Europa, córka książki). Zdjęcie: Simon Watson
Mario Ceroli urodził się w 1938 roku w niewielkiej miejscowości Castel Frentano w Abruzji, ale swoje powołanie odnalazł w stolicy, dokąd jego rodzina przeprowadziła się, gdy miał dziesięć lat. Artystą został przez przypadek. Instytut techniczny, do którego miał uczęszczać, mieścił się na trzecim piętrze. W budynku nie było windy, więc cierpiąca na bóle kolan matka zapisała go do usytuowanej na pierwszym piętrze szkoły plastycznej. Pod okiem Leoncilla Leonardiego i Ettorego Colli młody twórca eksperymentował tam głównie z ceramiką. Później były studia w rzymskiej akademii sztuk pięknych i „cudowne zajęcia ze sztuki amerykańskiej” prowadzone przez malarza i poetę Totiego Scialoję. „Cudowne” to słowo, którego Ceroli używa bardzo często. Wyraz jego entuzjazmu i wdzięczności. Cudowne były lata 50. i początek 60., kiedy do Rzymu przybyli Rothko, De Kooning i Twombly, a Plinio De Martiis otworzył historyczną galerię La Tartaruga.

Jadalnia z krzesłami i stołem z serii „Mobili nella valle” (Meble z doliny), nawiązującymi do obiektów z obrazów surrealisty Giorgia de Chirico. Ceroli po raz pierwszy wykonał je jako część scenografii do „Ryszarda III” w reżyserii Luki Ronconiego. Lampa z lewej to również projekt artysty. Zdjęcie: Simon Watson
To tam 25-latek poznał śmietankę intelektualno-artystycznej awangardy: Carmela Benego, Sylvana Bussottiego i Luciana Beria. Sam był już wówczas indywidualnością, blisko związaną z pop-artem i ruchem arte povera, a jednocześnie twórcą odwołującym się do renesansu. Rozpoznawalność zyskał w 1966 roku, gdy jego praca „Cassa Sistina” zdobyła na Biennale w Wenecji Premio Gollin: nagrodę dla rzeźbiarza poniżej 40. roku życia. Wnętrze drewnianego wagonu wypełnionego rzeźbami z surowych desek pomyślane było jako antyteza Kaplicy Sykstyńskiej (dziś w zbiorach Centrum Pompidou). Niedługo potem pojawiły się w jego twórczości charakterystyczne, zwielokrotnione sylwetki ludzkie. Początkowo do ich budowy Ceroli wykorzystywał stare deski z rozebranych wagonów kolejowych, jedyny materiał, na jaki mógł sobie wówczas pozwolić.

Mario Ceroli na terenie swojej posiadłości przy via della Pisana w Rzymie. Twórczość 87-letniego dziś artysty obejmuje rzeźbę, malarstwo, meble, wnętrza i scenografię. Tu z jedną ze swoich prac: szklaną instalacją „Albero della vita” (Drzewo życia) z 1997 roku. Zdjęcie: Simon Watson
Na wenecką wystawę powrócił jeszcze pięciokrotnie. W 1988 roku wzbudził zachwyt publiczności i międzynarodowej krytyki: zwiedzających przekraczających bramę Giardini witał umieszczony na szczycie drewniany pegaz jego autorstwa. Kiedy w 1968 roku Mario Ceroli kupił ogromną posiadłość przy via della Pisana, z radością odkrył, że poprzedni właściciele pozostawili w ogrodzie fragment wiekowej sekwoi, podarowany im w latach 30. przez prezydenta Roosevelta. Czyż mogło być coś piękniejszego dla mistrza i armii jego wyznawców niż to znalezisko? Wykonał z niego stół, który wkrótce, razem z innymi artefaktami i dziełami artysty każdy będzie mógł zobaczyć na własne oczy w pierwotnym kontekście. Pod koniec roku dom i pracownia Cerolego zostaną udostępnione zwiedzającym.

„Talebana” (2002), strażniczka basenu, wykonana z brązu postać w burce. Zdjęcie: Simon Watson

Seria „Mobili della valle” z 1967 roku. Zdjęcie: Simon Watson

W salonie meble autorstwa Cerolego. Pośrodku stół z kawałka sekwoi podarowanej przez prezydenta Roosevelta poprzednim właścicielom willi. Zdjęcie: Simon Watson

Usytuowany na terenie posiadłości plenerowy teatr z drewnianą wersją pracy „Albero della vita” (Drzewo życia) z 2003 roku. Z prawej fragment marmurowego konia z 2007 roku. Zdjęcie: Simon Watson
Artykuł ukazał się w 17. numerze „AD Polska”, maj/czerwiec 2026.