Gdyby kto szukał złotej reguły, która wszem pasować będzie, oto i ona: urządzaj swój dom jedynie tym, z czego masz pożytek lub co uważasz za piękne – radził pod koniec XIX wieku William Morris, współtwórca ruchu Arts and Crafts. Blisko sto lat później psycholog Mihály Csíkszentmihályi i socjolog Eugene Halton zwrócili uwagę na jeszcze jedną istotną cechę przedmiotów, którymi lubimy się otaczać: muszą nas poruszać. W latach 80. w szeroko zakrojonych badaniach pytali respondentów o ich największe skarby. „Okazało się, że wybór najczęściej padał na rzeczy budzące w posiadaczu lub posiadaczce szczęśliwe wspomnienia” – pisze Don Norman w książce „Dizajn i emocje” (Karakter, 2026). Mogłoby się wydawać, że ceniony paryski galerzysta, urządzając swój dom, od razu jest na uprzywilejowanej pozycji. Przez lata obracał się wokół pięknych obiektów użytkowych, z których każdy przywołuje z pewnością jakieś wyjątkowe skojarzenia. Ale to nie takie proste. Thibaut Van den Bergh, założyciel paryskiej galerii Kolkhoze, mieszczącej się przy reprezentacyjnej rue des Ar chives w dzielnicy Le Marais, ma niedaleko, na trzecim piętrze kamienicy, własne mieszkanie. – Zależało mi, aby wypełnić przestrzeń pracami moich artystów, ale nie chciałem mieszkać w muzeum. Wnętrza, podobnie jak dizajn kolekcjonerski, powinny przede wszystkim służyć do życia – mówi.

W salonie nad autorskim kominkiem wisi obraz Pierre’a Tal-Coata. Lampa „Transatlantic” jest dziełem Robinsona Ferreux. Zdjęcie: Vincent Leroux
Aranżując nowy dom, poprosił o pomoc Francesca Balzano, francuskiego projektanta o włoskich korzeniach. Van den Bergh od dawna go promował. Dziś łączy ich jednak nie tylko relacja zawodowa, ale też prywatna, bo z czasem stali się bliskimi przyjaciółmi. – Jest wybitnym dizajnerem. Szczególnie cenię jego rygorystyczne podejście do kompozycji oraz oszczędną, stonowaną estetykę. Te atrybuty były konieczne, by stworzyć przestrzeń sprzyjającą ekspozycji odważnych mebli i dzieł sztuki – podkreśla galerzysta.

Konsola z brązu autorstwa Victora Guedy’ego z wkomponowanym w blat jabłkiem, które pełni funkcję szkatułki na biżuterię. Zdjęcie: Vincent Leroux
Balzano, twórca studia After Bach, kieruje się zasadą, że prostota jest szczytem wyrafinowania. Zachęca odbiorców, by w jego realizacjach odkrywali własne, osobiste znaczenia. Zanim zajął się dizajnem, studiował architekturę i projektowanie graficzne, powściągliwość i zasady złotego podziału ma więc niejako we krwi. – Uwielbiam takich twórców, jak Carlo Scarpa, Mies van der Rohe, Arne Jacobsen czy Alvar Aalto: architektów, którzy projektowali za pomocą gumki do ścierania. Dążyli do uproszczenia i wykorzystywali czyste, surowe materiały – opowiadał w jednym z wywiadów.

Kamień, jasne drewno, odcienie szarości i złamanej bieli stanowią neutralne tło dla wyrazistych mebli i dzieł sztuki gromadzonych przez właściciela, Thibauta Van den Bergha, który prowadzi mieszczącą się nieopodal galerię Kolkhoze. Tu totem Laurenta Dufoura i rzeźba z dębiny Frédérica Pellenqa. Zdjęcie: Vincent Leroux
Tu postawił na płomieniowany kamień o szorstkiej i chropowatej powierzchni, lekko wybarwione lite drewno dębowe i miękkie, wełniane tkaniny. Ważną rolę przypisał naturalnemu światłu, delikatnie filtrowanemu przez wykonane z tkanin ekrany w wysokich oknach. Inwestor dał mu w zasadzie wolną rękę. – Moja działalność galerzysty obfituje w pełne pasji dyskusje z artystami, zwłaszcza z tak silnymi osobowościami jak Francesco. Mamy jednak różne obszary specjalizacji. On kierował tu pracami architektonicznymi, ja skupiałem się na tym, jak ta przestrzeń będzie funkcjonować w codziennym życiu – podkreśla Van den Bergh.

W kuchni nad blatem fresk Nicolasa Reese’a wykonany tradycyjną włoską techniką tynku marmorino, czyli z wykorzystaniem wapna i mączki marmurowej. Wokół masywnego stołu Martina Massé ustawiono krzesła „Cab” Maria Belliniego dla Cassiny. Zdjęcie: Vincent Leroux
Apartament o powierzchni 120 metrów kw. ma układ zbliżony do litery L. Po przebudowie w części od strony ulicy znalazły się dwa duże, równoległe pomieszczenia o identycznych proporcjach: jadalnia z otwartą kuchnią i salon. Ich symetryczność podkreślają wyjątkowe dzieła sztuki: wykonany na zamówienie fresk Nicolasa Reese’a nad kuchennym blatem i usytuowany vis-à-vis ogromny obraz Pierre’a Tal-Coata nad kominkiem w salonie.

Fragment sypialni z tapicerowaną skórą ławką autorstwa Mileny Denis Polanii. Obok kamienny stolik projektu Francesca Balzano i krzesło „Costes” Philippe’a Starcka dla Driade. Zdjęcie: Vincent Leroux
Od podwórza rozplanowano dwie sypialnie, właściciela i jego córki, każdą z własną łazienką. Wszystkie szafy i schowki są przy tym ukryte za niewidocznymi drzwiami, więc przestrzeń wydaje się jeszcze bardziej klarowna i czysta. To prawdziwie neutralne tło dla przebogatej kolekcji „skarbów”. – Postrzegam dizajnerskie przedmioty jak obrazy. Nie chodzi o to, by je do siebie dopasowywać, ale by każdy mógł ukazać swoją wyjątkowość, stanowiąc jednocześnie część większej całości – mówi Van den Bergh, który chyba wciąż głęboko wierzy w siłę kolektywu. – Nazwałem swoją galerię Kolkhoze, bo urzekła mnie utopijna wizja zbiorowej, opartej na współpracy działalności artystycznej – dodaje.

Wyłożony dębiną hol nawiązuje do realizacji projektanta Jeana-Michela Franka (1895–1941), znanego z minimalistycznych aranżacji z wykorzystaniem szlachetnych materiałów, takich jak jagnięca skóra czy mika. Na konsoli „CCO3” Johana Viladricha ze szczotkowanego brązu stoi lampa „Transatlantic” Robinsona Ferreux. Zdjęcie: Vincent Leroux

Ściany głównej sypialni pokrywa utrzymana w ciepłym odcieniu szarości tkanina marki Kvadrat, do której dobrano wełniane zasłony Holland & Sherry. Nad łóżkiem litografia Pierre’a Tal-Coata z 1962 roku „Solitude dans la Plaine” (Samotność na równinie). Zdjęcie: Vincent Leroux

Łazienka w całości wyłożona jest zielonym marmurem Verde Alpi. Armatura pochodzi z firmy Waterworks. Zdjęcie: Vincent Leroux
Artykuł ukazał się w 17. numerze „AD Polska”, maj/czerwiec 2026.
Zobacz też:
- Eukaliptus i rybie łuski: polska architektka w Brazylii
- Siła sióstr: sprawdzian z empatii w domu pod Poznaniem
- Buonasera, Kazimierzu: sycylijskie popołudnie w krakowskim zakładzie kapeluszniczym