Lato jest tu wyjątkowo krótkie: ostatnie przymrozki zdarzają się w czerwcu, pierwsze pojawiają się we wrześniu. W czeskich Rudawach przez większą część roku albo pada śnieg, albo leje deszcz, a zimą krajobraz zasnuwają uporczywe mgły. Mieszkańcy tych terenów oswoili jednak surowy klimat i przez stulecia nauczyli się z nim żyć. Tyle tylko, że przez ostatnie 80 lat prawie zupełnie zniknęli. W wyniku powojennych wysiedleń swoje domy na zawsze opuściło ponad 3 mln Niemców sudeckich. – Góry straciły serce i duszę – kwituje architekt Jakub Filip Novák, który wraz z Danielą Baráčkovą prowadzi biuro NoArchitects.

Najstarszą częścią domu jest piwnica, która pochodzi z połowy XIX wieku. Zdjęcie: Studio Flusser
Ostatnio prascy projektanci stanęli przed wyzwaniem wskrzeszenia w tym najuboższym i najmniej zaludnionym rejonie Czech jednego z dawnych gospodarstw. Działkę z ocalałymi zabudowaniami w pobliżu miasteczka Nejdek kupił czeski naukowiec, miłośnik gór i lokalnej historii. Chciał mieć wakacyjny dom dla siebie i swojej rodziny, ale też przestrzeń, którą okazjonalnie można byłoby wynajmować.
Większość obiektów nie nadawała się do adaptacji, dlatego autorzy postanowili je rozebrać. Zachowali jedynie dwupiętrowy dom z końca XIX wieku. Do niego dostawili drugi, współczesny w formie, ale o podobnych gabarytach, a obie bryły spięli zadaszonym tarasem. Pozwala on szybko przemieszczać się między obiektami nawet w razie niesprzyjającej aury, a w pogodne dni pełni funkcję rekreacyjną. Stary dom mieści pokoje gościnne, w nowym znalazła się prywatna przestrzeń właścicieli.
.jpg)
W zboczu przed domem ukryto kolektor gruntowy i pomieszczenia techniczne, służące do przechowywania letnich mebli i narzędzi. Zdjęcie: Studio Flusser
Autorzy tłumaczą, że za wszelką cenę chcieli uniknąć taniej nostalgii i powierzchownego górskiego romantyzmu. – Nie mieliśmy się do czego odnieść. Brakuje tu opowieści w małej skali, wszystkie szczegóły się zatarły, jest tylko ta Wielka Historia: losy tysięcy ludzi, którzy kiedyś w tym miejscu żyli – tłumaczy Novák. Architekci postawili na radykalny gest. Całość, od dachów i elewacji po detale, a nawet żwirowe ścieżki, zdecydowali się utrzymać w kolorze mgły, czyli w czystej bieli.
.jpg)
Fragment łącznika, który pełni też funkcję zadaszonego tarasu. Ażurowe stalowe ściany można całkowicie otworzyć. Zdjęcie: Studio Flusser
Podobnie jak poprzednie pokolenia lokalnych budowniczych z pokorą odnieśli się do sił natury. Wykorzystali jednak współczesne rozwiązania. Na łące przed domem zakopali kolektor gruntowy. Zgromadzona energia służy do ogrzewania budynków oraz wody, a prąd dla całego zespołu zapewniają panele słoneczne na dachu. Projektanci najbardziej dumni są jednak z tego, że realizacja spotkała się z pozytywnym odzewem osób, które pamiętają to miejsce z dzieciństwa. W czasach Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej w starych budynkach działał bowiem klub narciarski. – To nasze wielkie zwycięstwo. Zmieniliśmy tę przestrzeń, a mimo to nie zatarliśmy czyichś szczęśliwych wspomnień – mówi Novák.
Artykuł ukazał się w 18. numerze „AD Polska”, lipiec/sierpień 2026.
.jpg)
Przestrzeń prywatna częściowo wyłożona olejowanym dębem. Na parterze znajdują się kuchnia połączona z salonem oraz łazienka, a na piętrze dwie niewielkie sypialnie. Ogrzewanie z kolektora gruntowego uzupełniają tradycyjne kominki obłożone zielonym klinkierem, niezbędne w górach zwłaszcza zimą. Zdjęcie: Studio Flusser

Zdjęcie: Studio Flusser
Zobacz też:
- Boskie Czechy! Mistyczna architektura naszych południowych sąsiadów
- Sonata bananowa: nowoczesne siedlisko u podnóża Gór Inowieckich
- Dom otwarty: Muzeum Abby Kortrijk projektu studia Barozzi Veiga