Siła sióstr: sprawdzian z empatii w domu pod Poznaniem

Niełatwo projektować dla siebie, jeszcze trudniej dla najbliższej rodziny. Dla architektów z GAB Studio ten niewielki dom był jak sprawdzian z empatii. Zdali go wyśmienicie. ― Wszystko nam się podobało ― mówią właściciele. Smoła na elewacji ― tak, nierówne, ręcznie robione płytki na posadzce ― jak najbardziej, drewniany sufit ― oczywiście!

Zdjęcia Nate Cook
Siła sióstr: sprawdzian z empatii w domu pod Poznaniem

Dom stanął na podłużnej, zalesionej działce graniczącej z Wielkopolskim Parkiem Narodowym.

Jest między nimi tylko rok różnicy, ale mają zupełnie inne charaktery i zainteresowania. Ewa jest lekarką, Kasia architektką. A rozumieją się bez słów. – Nikogo nie zna się tak dobrze jak własnej siostry czy brata, a my jesteśmy ze sobą szczególnie blisko. Mamy dzieci w tym samym wieku, do niedawna nawet mieszkałyśmy niedaleko siebie – mówi Kasia, która wspólnie z mężem, Piotrem Grabowskim, prowadzi w Poznaniu GAB Studio. – Gdy zdecydowaliśmy się na budowę domu, od razu wiedzieliśmy, że nie będziemy szukać żadnego innego projektanta, że najlepiej zrobią to siostra ze szwagrem. Nie chodzi tylko o to, że jesteśmy rodziną, że lubimy ich projekty. Oni po prostu podpowiadali nam, czego tak naprawdę chcemy, i to się zawsze sprawdzało – dodaje Ewa.

Architekci tak rozplanowali bryłę, aby z jednej strony wpuścić do wnętrza jak najwięcej naturalnego światła, z drugiej, by nie wycinać żadnego większego drzewa. Elewacje obłożono deskami ze świerka skandynawskiego: w części mieszkalnej w układzie poziomym, w części mieszczącej garaż z warsztatem – w pionie. Zdjęcie: Nate Cook

Punktem wyjścia była podłużna, zalesiona działka w podpoznańskiej Mosinie. Miał tu stanąć dom dla czteroosobowej rodziny. – Jedyne, na czym mi zależało, to przestronny salon. Wychowałyśmy się w bardzo dużym mieszkaniu w kamienicy, gdzie wiele pomieszczeń było przeskalowanych, szczególnie części wspólne. I te są dla nas w domu najważniejsze – opowiada Ewa. Architekci zaproponowali obiekt w formie czterech brył różniących się wysokością. W pierwszej, od strony wjazdu na posesję, mieści się garaż z warsztatem, w trzech kolejnych – sypialnie, kuchnia z jadalnią oraz część wypoczynkowa. Poszczególne skrzydła zwieńczono spadzistymi dachami o różnej wysokości i innym kącie nachylenia, rozplanowując je w taki sposób, by nie trzeba było wycinać ani jednego dużego drzewa. – Usunęliśmy tylko jakieś krzaki i samosiejki. Chcieliśmy jak najlepiej wkomponować budynek w leśny krajobraz, sprawić, żeby wyglądał, jakby stał tu już od jakiegoś czasu – tłumaczy Piotr. Stąd także decyzja o pokryciu obiektu deskami i zabezpieczeniu ich smołą drzewną, która nadała elewacjom aksamitny, jasnoszary odcień.

Fragment kuchni połączonej z jadalnią. Zabudowa powstała we współpracy z białostocką firmą Hast Home. Fronty wykończono dębowym fornirem, blaty wykonano z brazylijskiego kwarcytu Vancouver. Podłużna oprawa oświetleniowa to „Compendium” projektu Daniela Rybakkena dla marki Luceplan, hokery pochodzą z Zara Home. Zdjęcie: Nate Cook

Rozrzeźbiona forma domu to także sposób na wpuszczenie do wnętrza jak największej ilości naturalnego światła. Słońce wpada tu nie tylko przez duże okna, ale też przez spory świetlik nad głównym korytarzem. – Jeszcze przed rozpoczęciem budowy sprawdzaliśmy, jak światło się tam rozchodzi, jak przenika przez drzewa, gdzie jest go więcej, a gdzie mniej – podkreśla architekt. Strefy funkcjonalne rozplanowano inaczej niż w większości domów. Sypialnia rodziców, z uwagi na nieregularny tryb życia Ewy, usytuowana jest na parterze, ze względów akustycznych oddzielona od przestrzeni dziennej dużą łazienką i garderobami. Inwestorka może się tam odpowiednio wyciszyć, a jednocześnie wciąż być blisko centrum domu. Pokoje dzieci i przeznaczona dla nich łazienka znalazły się z kolei na piętrze. – Z dołu widać część wspólną. To przestrzeń zabaw, odseparowana od schodów szybą, która wygłusza ewentualny hałas, ale pozwala patrzeć, co się dzieje na górze. Chodziło nie tyle o kontrolę, ile o zapewnienie poczucia bycia razem, nawet gdy rodzice i dzieci spędzają czas osobno – zaznacza architektka. W odpowiedzi na zmianową pracę inwestorki w całym domu wydzielono też wiele kameralnych przestrzeni wypoczynku. – To zaułki i kąciki, gdzie Ewa może sobie przysiąść, wypić kawę albo po prostu się zdrzemnąć – dodaje.

Kominek współtworzy wypoczynkową niszę z dużym oknem wychodzącym na ogród. Zdjęcie: Nate Cook

O klimacie wnętrza decydują wszechobecne drewno i piękna, ręcznie formowana cegła, z której wymurowano m.in. kominek i ściany głównego holu. Uwagę zwracają też klinkierowe płytki ze śląskiej cegielni Patoka, które pojawiają się na posadzce w najintensywniej eksploatowanych częściach domu. W większości pomieszczeń podłogi wykonano jednak z dębowych desek. Mają ten sam odcień, co drewniane sufity i wykończona fornirem autorska zabudowa meblowa. – Miało być domowo i ciepło, ale raczej pod względem materiałów i barw niż aranżacji z wykorzystaniem bibelotów czy wielkich kanap – mówi Piotr.

W korytarzu na parterze posadzkę wyłożono płytkami klinkierowymi z cegielni Patoka na Śląsku. Kinkiet to model „Aura” marki Marset. Zdjęcie: Nate Cook

Trudno sobie wyobrazić, by podczas prac nad tak osobistym projektem między siostrami nie doszło do żadnego spięcia lub choćby ostrzejszej wymiany zdań. Obie zdecydowanie jednak temu zaprzeczają. – Ufamy sobie. Wiemy, że specjalista najlepiej zna się na rzeczy. Gdy pytam Ewę o sprawy związane z medycyną, to z nią nie dyskutuję. Myślę, że ona darzy mnie podobnym zaufaniem, kiedy chodzi o architekturę – twierdzi Kasia. – Któregoś dnia na początku prac dostałam do niej mejla: „Zakładam, że w łazience chcesz mieć wannę i prysznic. Zakładam, że w kuchni chcesz mieć płytę indukcyjną na pięć palników. Oczywiście, jeśli jest inaczej, to mi powiedz”. Niczego nie chciałam inaczej – podkreśla Ewa. I przytacza popularne powiedzenie odnoszące się do braku doświadczenia w określaniu swoich potrzeb przez młodych inwestorów: jeśli prawdą jest, że pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie, to my mieliśmy szczęście zacząć od trzeciego.

Przestrzeń wypoczynkowa z modułową sofą ARISconcept. Z prawej lampa „Hinoo” firmy Aromas. Zdjęcie: Nate Cook

Łazienka przy sypialni rodziców z wanną „Luv” marki Duravit. Trawertyn na posadzce doskonale gra z płytkami z kolekcji „Rice” marki Marazzi. Zdjęcie: Nate Cook

Elewacje domu zabezpieczono naturalną smołą drzewną, która nadała im jednorodny odcień. Zdjęcie: Nate Cook

Deski na narożach, ścięte pod kątem 45 stopni, tworzą charakterystyczny detal. Architekci pomyśleli też o odnawialnych źródłach energii. Ciepło pochodzi z pompy gruntowej, a część energii zapewniają ogniwa fotowoltaiczne. Zdjęcie: Nate Cook

Artykuł ukazał się w 16. numerze „AD Polska”, marzec/kwiecień 2026.

Zobacz też:


Czytaj więcej