Secesja transylwańska
Na reprezentacyjnym placu Unirii w Oradei uwagę zwraca Pałac Czarnego Orła z nieco mroczną sylwetą swego ptasiego patrona ujętą w locie. To olbrzymi witraż, wykonany w lokalnym zakładzie rzemieślniczym K. Neumanna w 1909 roku i rodzaj metaforycznej bramy do miasta uważanego za stolicę rumuńskiej secesji. Dwa kroki i jesteśmy w wijącym się esowato pasażu z przeszklonym dachem – ucieleśnieniu nowoczesności ery żelaza i stali. Za projektem pałacu (1907-1908) stał zasłużony dla miasta madziarski duet architektów Marcella Komora i Dezső Jakaba. Wraz z nimi z Węgier przywędrował też jeden z ulubionych motywów dekoracyjnych Oradei przełomu XIX i XX wieku: serce.
Jedno z dwóch skrzydeł Pałacu Czarnego Orła położonego przy placu Unirii, czyli zjednoczenia. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Długie szeregi mniejszych i większych serduszek towarzyszą kwietnym motywom w całym mieście. Znajdziecie we wspomnianym pasażu, ale też w stolarkach drzwi, naczółkach okien, na wieżach zegarowych i w niezliczonych dekoracjach fasad aż 89 skatalogowanych secesyjnych budynków Oradei. Jak mówią tutejsi przewodnicy, w ostatnich latach zabytki te pieczołowicie odnowiono, a oprócz funduszy unijnych przyczyniła się do tego także polityka fiskalna motywująca właścicieli budynków do ich remontowania. Oparto ją na strategii marchewki (w postaci zwolnień podatkowych i bezzwrotnych dotacji) oraz kija (aż 500 procentowy wzrost podatku w przypadku zaniedbywania obiektu).
Widok na rzekę Szybki Keresz w Oradei. Po prawej fragment Pałacu Czarnego Orła, dalej Galeria Sztuki Współczesnej (NOCA) oraz ogromna kopuła synagogi Neologă Sion z 1878 roku. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Oradea chwali się własną, transylwańską odmianą Art Nouveau (formalnie miasto leży w historycznej krainie Kriszana, ale potocznie włączane jest do pobliskiego Siedmiogrodu). To secesja bardziej baśniowa niż praska i weselsza od wiedeńskiej. Ma barwy rajskiego ptaka (seledyny, pastelowe róże, ochry i fiolety) i klimat ludowej legendy o szczęśliwym zakończeniu. Przykładem choćby szarobłękitna fasada dawnego sklepu oświetleniowego Károla Ignácego Deutscha. Zwieńczona jest oknem o sercowatym kształcie, a w jej dekoracjach widać inspiracje tradycyjnym rzemiosłem: haftem i ceramiką (autorem projektu budynku był prawdopodobnie Ferenc Sztarill).
Dawny sklep oświetleniowy Magazin de sticlărie Deutsch (1906-1910). Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Miasto leży dziś kilkanaście kilometrów od granicy z Węgrami, na przełomie XIX i XX wieku znajdowało się w obrębie monarchii austro-węgierskiej, było tu więc aktywnych wielu węgierskich architektów, poza wspomnianymi Komorem i Jakabem, działali w Oradei m.in. bracia Lászlo Vágó i József Vágó. To ten duet zaprojektował willę Darvas-La Roche (1910) dla Imre Darvasa, przemysłowca z branży drzewnej i mecenasa sztuki.
Elewacja willi Darvas-La Roche widziana od strony rzeki Szybki Keresz. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Po jego śmierci, budynek wielokrotnie zmieniał właścicieli, był nawet przez chwilę siedzibą klubu piłkarskiego, a dziś jego imponujące witrażami, skąpane w wielobarwnym świetle zabytkowe wnętrza mieszczą jedyne rumuńskie muzeum secesji.
Witraże we wnętrzu willi Imre Darvasa, w którym dziś mieści się muzeum secesji. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Nowoczesny wygląd i zgeometryzowany rytm nadały elewacji betonowe płyty, które w spoinach ozdobiono marmurowymi listwami i ceramicznymi „guziczkami”. Wykonano je w słynnej manufakturze Zsolnay, jak wiele innych dekoracji ściennych w mieście.
Casa Darvas-La Roche od strony ulicy Josifa Vulcana. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Secesyjne techniki wytwarzania barwionego szkła witrażowego stały się inspiracją dla Christiana Şerbana, z lokalnej pracowni DizainSacs, autora projektu wnętrz otwartego przed trzema miesiącami hotelu Mercure w Oradei. Sześćdziesiąt podwieszonych u sufitu, barwnych kolibrów wita gości w hotelowym lobby. Wykonane z żywicy, podświetlone ptaki wiszą w wysokim na 5 pięter atrium, gdzie zapalają się i poruszają się ruchem spiralnym, tworząc wraz z dwunastoma „gniazdami” olbrzymi zegar. Każdy koliber reprezentuje minutę upływającego czasu, podczas gdy zapalające się gniazda odpowiadają godzinom.
Atrium hotelu Mercure w Oradei z wielobarwnym, „ptasim” zegarem. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Cały projekt wnętrza osnuto zresztą wokół idei czasu i nie bez powodu ściany lobby mają przypominać warstwy geologiczne ziemi. W pobliżu hotelu znajduje się Salca, największe w zachodniej Rumunii stanowisko archeologiczne. Zanim doszło do stawiania fundamentów, przez półtora roku trwały prace wykopaliskowe – jak wspomina projektant, ceramikę z okresu neolitu wywożono stąd ciężarówkami. Trafiła do Muzeul Țării Crișurilor (muzeum regionu Kriszana), natomiast repliki prehistorycznych naczyń Şerban wyeksponował w hotelowych korytarzach, pod szklaną podłogą w lobby oraz w restauracji.
Ekspozycja replik znalezisk archeologicznych pod podłogą w hotelu Mercure w Oradei. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka
Tablice na ostatnim piętrze budynku przybliżają prehistoryczną kulturę Salca-Herpály (4800 p.n.e) oraz zamysł artystyczny studia DizainSacs. „Ziemia odsłania swoje warstwy geologiczne w obrysie hotelowych ścian (…) Każdy kąt odpowiada pewnej odległej erze, skłaniając gości do fascynującej wizualnej wspinaczki, od podziemnych sekretów aż na powierzchnię” – czytamy.
Nieociosany głaz i lite drewno w restauracji czterogwiazdkowego hotelu Mercure nawiązują do prehistorycznych artefaktów odkrytych w okolicy. Zdjęcie: Maja Mozga-Górecka