To nie było wnętrze dla każdego. Ale dla stylistki i jej partnera 160 metrów kw. na dwóch kondygnacjach z wejściem na górnym poziomie okazało się idealne. – Kiedy tu przyjechaliśmy, wyglądało na zwykłe mieszkanie, z dużymi oknami, przez które wpadało mnóstwo światła. A potem zeszliśmy na dół. Tam czekała wysoka na 3,5 metra przestrzeń ze świetlikiem w suficie i wyjściem na patio, z którego widać drzewa. Pomyśleliśmy: oto świetne miejsce do pracy i rozrywki – relacjonuje właścicielka. Dwa piętra doskonale pogodziły podwójną fascynację stylistki mody Eweliny Gralak. Z jednej strony, jest tu nowocześnie, lekko, kolorowo. Z drugiej, nastrojowo, elegancko, z odniesieniem do hi-endowych realizacji z lat 30.
BEZTROSKA z obrazu Mike’a Okaya udziela się całej przestrzeni salonu. Pod świecącymi latawcami (Velar, Cattelan Italia) stanął stół „Pi” (Ethnicraft) z krzesłami „Vicuna” (District Eight). Zdjęcie: ONI STUDIO.
PALMA z żarówkami w kokosach (vintage, kupiona ze zbiorów projektantki Marie Olsson Nylander) oświetla wykonaną na zamówienie sofę (Sylwia Biegaj) i stalowy stolik „Alien” (Cattelan Italia). Zachodzące słońce wskazuje drogę w dół, do baru. Zdjęcie: ONI STUDIO.
EWELINA GRALAK bawi się formą. I w modzie, i we wnętrzach. Przy kanapie (vintage, Picco The Finder) w pokoju do pracy ustawiła ulubione metalowe krzesła (Janos Fischer), wyżej zawiesiła rzeźbiarski akt upolowany na OLX. Zdjęcie: ONI STUDIO.
DO GABINETU wchodzi się przez lustrzane drzwi obok baru. Stanęło tu szklane biurko w stylu lat 90. (Gallotti & Radice). Zdjęcie: ONI STUDIO.
Gorąca linia z Berlinem
Od pierwszych chwil Ewelina była w stałym kontakcie z Olą Olczak. Znają się od lat, świetnie rozumieją. Zaczęło się od swobodnej wymiany myśli, pierwszych rad, zdjęć inspirujących wnętrz. Finalnie Ola poprowadziła prace wykończeniowe i aranżacyjne aż do końca, choć w dużej mierze zdalnie. – Na początku mieszkałam jeszcze i pracowałam w Barcelonie, później zaczęłam działać pod własnym nazwiskiem, dzieląc czas między Warszawę a Berlin – tłumaczy architektka. Dużym wsparciem technicznym była dla niej w tym procesie lokalna architektka Gabriela Głowacka. A wiele elementów wykonanych na zamówienie (jak zaokrąglona sofa w salonie, fotel w panterkę i dekoracje okienne) powstało w warszawskiej pracowni tapicerskiej Sylwii Biegaj.
Wyrazisty charakter wnętrzom nadaje jednak przede wszystkim osobowość mieszkańców. – Para ma wyraźne osobowości i dużą wrażliwość estetyczną – stwierdza architektka. – Wierzymy, że mieszkanie powinno żyć i opowiadać o ludziach, którzy w nim żyją. Nośnikiem tych historii są przedmioty zbierane przez długi czas, a nie kupione jednorazowo – dodaje. Tu w aranżacji ważne role grają meble, lampy, obrazy przeniesione z poprzedniego domu pary. Poszukiwania pozostałych obiektów trwały całymi miesiącami, a między Warszawą a Berlinem krążyły setki linków. To były niezliczone godziny spędzone w polskich i zagranicznych serwisach aukcyjnych.
PANTERKA I ZŁOTO w strefie relaksu na dolnym poziomie czerpią z luksusowych wnętrz z lat 30. xx wieku. Stolik z repusowanej miedzi pochodzi z Vintage Kolektyw, kawiarni i sklepu na Saskiej Kępie. Zdjęcie: ONI STUDIO.
GARDEROBĄ zawładnął intensywny odcień niebieskiego. Wziął się z sąsiedniej sypialni, gdzie służy za kontrapunkt dla stonowanej aranżacji. Zdjęcie: ONI STUDIO.
OLA OLCZAK, właścicielka Ola Studio, po ośmiu latach pracy w Amsterdamie i Barcelonie otworzyła studio pod własnym nazwiskiem. Zdjęcie: ONI STUDIO.
Zgodność charakterów
– Zasługą architektki jest pogodzenie dwóch przeciwstawnych dążeń. Z jednej strony lubię rzeczy superwspółczesne, z drugiej – wyraziste i zabawne. To estetyczne adhd. Ola potrafiła je ujarzmić – mówi właścicielka. Dwa poziomy mieszkania to dwie wyraźnie odmienne atmosfery, w których wybrzmiewają różne rytmy życia rodzinnego i twórczego. Górną kondygnację zajmuje przestrzeń sprzyjająca wygodnemu i przyjemnemu życiu rodzinnemu, które w znacznej mierze toczy się wokół rzeźbiarskiej wyspy kuchennej. Oprócz jednoprzestrzennego salonu z jadalnią i kuchnią znalazły się tu sypialnia z garderobą walk-in, pokój dziecięcy oraz główna łazienka. W lekkiej kompozycji wnętrz co chwila jakiś przedmiot puszcza do nas oko. Meble, lampy, obrazy formą albo żywym kolorem mówią o swobodzie, przyjemnościach życia.
Lustro w odcieniach miedzi nadaje odbiciu wnętrza odrealniony charakter. Lampa w formie palmy kieruje wzrok ku schodom. Skojarzenia i z zachodem słońca, i z czasem wolnym są tu jak najbardziej na miejscu. Bo dolny poziom (choć mieści przestrzenie kreatywnej pracy) to przede wszystkim strefa wieczornego chilloutu. Ta część mieszkania została opracowana w wyraźnym kontraście wobec jasnej przestrzeni parteru. Gwiazdą jest tu świetlisty bar w odcieniach bordo i złota, towarzyszący kinu domowemu. A inspiracją był nastrój z „Wielkiego Gatsby’ego” w reżyserii Baza Luhrmanna i z klasycznych włoskich wnętrz. Dlatego charakter pomieszczeń budują ciemniejsze, nasycone kolory, bogate faktury oraz miękkie światło.
Oprócz nich na dolnym poziomie ulokowano m.in. niewielką siłownię i gabinet Eweliny. Drzwi do tego ostatniego ukryte są w lustrzanej ścianie. To znamienny szczegół – po drugiej stronie lustra zawsze czekają niespodzianki.
ŚWIETLISTY BAR pozwala połączyć przyjemności towarzyskie z wrażeniami wzrokowymi. Na złotym tle srebrzysty obraz rumuńskiego artysty Vladinsky’ego, obok jeden z pary kinkietów DCW éditions. Zdjęcie: ONI STUDIO.
WYNIOSŁA POSTAĆ umywalki, wykonanej na zamówienie ze stali, współgra z wytworną atmosferą strefy relaksu na dolnym poziomie. Chłodną gamę barw przełamuje mosiężny kinkiet (DCW éditions). Zdjęcie: ONI STUDIO.
FALUJĄCA FORMA nad łóżkiem to prototyp z pracowni dérive. Posłużył przygotowaniu ekspozycji polskiego rzemiosła w Mediolanie, która wcześniej zachwyciła Ewelinę. Jasny kubik z toaletką we wnęce mieści niebieską garderobę. Zdjęcie: ONI STUDIO.