Ze stali i światła: rozmowa z laureatem Pritzkera Rafaelem Arandą

Rafael Aranda z nagrodzonej Pritzkerem pracowni RCR Arquitectes opowiada nam o zakończonej niedawno modernizacji pawilonu w Llagosterze, o sile różnorodności i znaczeniu upływającego czasu w architekturze.

Ze stali i światła: rozmowa z laureatem Pritzkera Rafaelem Arandą

Jadalnia w obniżonej części pawilonu ze stołem „Zefiro” i krzesłami „Alma” (oba projekty: Antonio Citterio dla Flexform). Zdjęcie: Eugeni Pons

Pavelló de l’Estany, czyli pawilon nad stawem, w Llagosterze, to kwintesencja projektowania katalońskiego biura RCR Arquitectes, nagrodzonego Pritzkerem w 2017 roku. Studio, prowadzone przez Carme Pigem, Ramona Vilaltę oraz Rafaela Arandę, nadało budynkowi eteryczną, rzeźbiarską formę, nawiązując do ruchu przepływającej obok wody. Ten niewielki obiekt ze stali i szkła, zrealizowany w 2006 roku jako część prywatnej rezydencji, przeszedł ostatnio modernizację i jest teraz publicznie dostępny. Wraz z pobliskim starym młynem mieści restaurację i strefę noclegową. Inwestycja stała się pretekstem do rozmowy z Rafaelem Arandą, głównym architektem odpowiedzialnym za projekt pawilonu.

Wnętrze Pavelló de l’Estany po modernizacji. W strefie dziennej znalazła się m.in. sofa „Groundpiece” projektu Antonia Citterio (Flexform). Obiekt mieści też kryty basen, zadaszony taras i pięć apartamentów gościnnych urządzonych na najniższej kondygnacji. Zdjęcie: Manu Alarcon

Tomasz Żylski: Jak wraca się do zrealizowanego projektu po latach? Czy coś się w nim zestarzało?

Rafael Aranda: Pavelló de l’Estany nie jest nieruchomym obrazem, zatrzymanym w czasie. Architektura musi się starzeć wraz z otoczeniem i właśnie to stanowi część jej najgłębszego sensu. Materiały nabierają patyny, roślinność się zmienia. Nie postrzegamy tego jako zużycia, ale jako rodzaj wzbogacenia. Budynek gromadzi ślady upływającego czasu w taki sam sposób, jak robi to otaczający go krajobraz. To część jego piękna i autentyczności.

Tomasz Żylski: Wykorzystaliście tu falujące arkusze blachy. Stal to chyba jeden z Waszych ulubionych materiałów?

Rafael Aranda: Najbardziej charakterystyczny. Zwłaszcza stal cortenowska, która z biegiem lat zmienia kolor i fakturę. Lubimy postrzegać corten jako materiał nowoczesny, przemysłowy, a zarazem w pewnym sensie archaiczny, właśnie dlatego, że ulega erozji i przeobraża się z upływem czasu. Często wykorzystujemy też duże powierzchnie szkła, surowy beton, kamień i drewno. W niektórych projektach stosowaliśmy również stal z recyklingu, poddaną procesowi utleniania. To materiały, które pozwalają w autentyczny sposób ukazać przemijanie.

Elewacje obiektu tworzy kompozycja falujących blach ze stali nierdzewnej, w których odbijają się woda i otaczający krajobraz. Zdjęcie: Eugeni Pons

Tomasz Żylski: Wszyscy urodziliście się w miejscowości Olot w Katalonii i tu prowadzicie swoje biuro. Jakie cechy katalońskiej architektury są dla Ciebie szczególnie ważne?

Rafael Aranda: Jej ponadczasowość. To, że jest zdolna przemawiać do nowych pokoleń długo po swoim powstaniu, jak dzieła Gaudíego. Niedawno wzięliśmy udział w spotkaniu w Sagradzie Famílii poświęconym właśnie tej kwestii. Carme Pigem opowiadała, że Gaudí czerpał z praw natury i przekształcał je w architekturę, a ja poruszyłem temat transcendentnego wymiaru tej barcelońskiej świątyni jako przestrzeni łączącej materialność i duchowość. Tworzenie z materii, światła i natury czegoś, co nie traci na aktualności, jest jedną z cech, które najbardziej cenimy w katalońskiej tradycji architektonicznej.

Tomasz Żylski: Jaki budynek z Olot ukształtował Twoją wrażliwość?

Rafael Aranda: Każde z nas ma inne wspomnienia. Carme pamięta prosty dom, który mijała w drodze do szkoły: z jedną ciemną ścianą i jedną przeszkloną, wychodzącą na ogród. Uwielbiała tę architekturę. Tam po raz pierwszy poczuła, że chce stworzyć coś równie wartościowego. Ja za młodu pomagałem ojcu, który pracował na budowie, i dzięki temu wcześnie zainteresowałem się materiałami. Ramon z kolei lubił budować w lesie szałasy, małe schronienia.

Pavelló de L’estany połączony jest z XVIII-wiecznym młynem wodnym. Zdjęcie: Eugeni Pons

Tomasz Żylski: Czy jako współprowadzący biuro macie jakieś specjalizacje?

Rafael Aranda: Trudno to jednoznacznie określić, wszystko zależy od projektu. Prawdą jest jednak, że bardzo się od siebie różnimy. Te różnice nas nie dzielą, lecz tworzą coś wspólnego, co ostatecznie znajduje odzwierciedlenie w naszej architekturze.

Tomasz Żylski: Czy Nagroda Pritzkera zmieniła Wasze życie?

Rafael Aranda: Prawdopodobnie zlecenia napływają teraz z większej liczby źródeł. Nasza twórczość zyskała po prostu szerszy zasięg. Mamy jednak nadzieję, że każdy, kto zwraca się do naszego studia, chce zachować ducha, w jakim od zawsze pracowaliśmy.

Zespół RCR Arquitectes, od lewej: Rafael Aranda, Ramon Vilalta i Carme Pigem. Biuro ma na koncie ponad 50 obiektów. Tylko w rodzinnym Olot zrealizowali m.in. bieżnię lekkoatletyczną i pawilon kąpielowy Tossols Basil, restaurację Les Cols, przestrzeń przy wulkanie Montsacopa oraz Row House. Zdjęcie: archiwum pracowni

Tomasz Żylski: Organizujecie wycieczki po swoich realizacjach.

Rafael Aranda: Oferujemy wycieczki z przewodnikiem. Otwieramy też drzwi Espai Barberí, naszej siedziby w dawnej ludwisarni. Gościliśmy już ponad 5600 osób z 36 krajów. Cenimy możliwość dzielenia się naszym sposobem postrzegania architektury, krajobrazu oraz kultury jako jednej całości.

Tomasz Żylski: Wszyscy macie doświadczenie dydaktyczne. Co staracie się przekazać młodym architektom?

Rafael Aranda: To, że najważniejsze są pomysły i że marzenia się spełniają: zawsze się tym kierowaliśmy. Zachęcamy, by byli ciekawi świata i cierpliwi, uczyli się uważnie obserwować otoczenie oraz eksperymentować. Architektura to nieustanne poszukiwania.

Artykuł ukazał się w 19. numerze „AD Polska”, wrzesień/październik 2026.

Zobacz też:

 


Czytaj więcej