Autorka tych wnętrz, Klara Ostrowska, mówi o nich, że to angielski dom opowiedziany po polsku. Właściciel – Aleksander – urodził się w Londynie, ale u progu dorosłości zamienił go na Warszawę. Nieprzypadkowo. Jego tata, Rodney, jest Anglikiem, a mama, Bibi, wychowaną w Wielkiej Brytanii Polką. Gdy Aleksander po latach zdecydował się zapuścić korzenie, wybrał Żoliborz. To dzielnica z historyczną tkanką, w której tradycyjny styl dworkowy spotyka się z przed- i powojennym modernizmem, a architektura zanurza w zieleni. Ale jest coś jeszcze. Żoliborskie domy szeregowe, które dziś symbolizują luksus, powstawały w duchu budownictwa dostępnego, głównie spółdzielczego. Wzór dla nich stanowiły rozwiązania angielskie. Nic więc dziwnego, że właśnie tu Aleksander czuje się naprawdę u siebie. Ale aby do tego doszło, niezbędny był gruntowny remont.
Architektkę wnętrz inwestor zaprosił do współpracy w najlepszym momencie. – Poznałam dom jeszcze przed remontem, a swoje działania mogłam koordynować z architektem zajmującym się bryłą budynku. Prace były zakrojone szeroko, od wzmocnienia fundamentów po wymianę więźby dachowej. Drewniane stropy zostały zastąpione żelbetowymi, a ściany dzielone z sąsiadami po lewej i prawej stronie zaizolowane – relacjonuje Ostrowska. Dawna piwnica zamieniła się w biuro i warsztat pana domu, na parterze powstały kuchnia i salon, wyżej sypialnie, na poddaszu gabinet oraz garderoba. Przestrzeń dzienna powiększyła się o 20-metrową oranżerię. To spełnione marzenie Aleksandra.
KLARA OSTROWSKA, autorka tej realizacji, zapozowała do zdjęcia w ogrodzie zimowym. Za plecami ma ścianę pokrytą marokańskimi kafelkami zellige, pod stopami – płytki terakotowe cotto. Jak sama podkreśla, szlachetny efekt wymagał użycia autentycznych, tradycyjnych materiałów. Zdjęcie: ONI STUDIO.
ŻÓŁCIEŃ CURRY nadaje salonowi smak nie do podrobienia. Przy kamiennym stoliku vintage (Retronauci) puf z wyhaftowanym kotkiem, dzieło mamy właściciela – Bibi. W oknie zasłona z tkaniny projektu Julii Brendel, obok akwarelowy autoportret polskiej babci Aleksandra. Zdjęcie: ONI STUDIO.
BOAZERIA ANGIELSKA, malowana farbą w odcieniu „Eating Room Red” („Czerwień do jadalni”) firmy Farrow & Ball, kontrastuje z delikatną tapetą marki William Morris. I stół,i krzesła to brytyjskie meble vintage, upolowane w serwisie Pamono. Poza kadrem okienko do podawania dań z kuchni do głównej jadalni. Zdjęcie: ONI STUDIO.
Ratunek przed aurą
Przeszklenia ogrodu zimowego, podobnie jak cała stolarka okienna, mają odcień szałwiowej zieleni. Otwierają dom na bogatą paletę barw. – Pod angielskim niebem kolor we wnętrzu staje się ratunkiem przed kapryśną, deszczową aurą. Aleksander dorastał w takim środowisku. Jego dom rodzinny, urządzony przez Bibi, wygląda jak wyjęty z magazynu „House & Garden”. Są tam m.in. kanarkowy salon i bordowa kuchnia. Do tych wątków celowo nawiązałam. Oczekiwania Aleksandra dodały mi dużo odwagi projektowej – podkreśla architektka. Nośnikiem żółcieni, czerwieni, zieleni, błękitów i różów są przede wszystkim farby marki Farrow & Ball, która reprodukuje odcienie z historycznych wzorników.
W dziedzictwo Brytyjczyków wrosły osiągnięcia kultur dawnego imperium, nad którym nie zachodziło słońce. Właśnie dlatego angielska moda, która nadała ton wnętrzom żoliborskiego domu, obfituje w śmiałe z naszej perspektywy zestawienia nie tylko barw, ale również deseni. Ich nośnikami są przede wszystkim tkaniny obiciowe i dekoracyjne. Nie zabrakło tu też wielobarwnych płytek: współczesnych, ale w stylu wiktoriańskim. Te na podłodze kuchni pochodzą z włoskiej fabryki Etruria. Angielskie są zaś tapety z historycznej wytwórni Morris & Co.
GŁOWA MŁODZIEŃCA to portret gospodarza domu. Rzeźbę w drewnie wyeksponowano na innej rodzinnej pamiątce – składanym stole, teraz pełniącym funkcję konsoli. Ciepłe światło rzuca tu lampa „Lyfa” projektu GamFratesi. Zdjęcie: ONI STUDIO.
NIEBIESKIE SCHODY Aleksander zobaczył na Bielanach, w domu, który omalże kupił. Choć ostatecznie wybrał Żoliborz, ten wyrazisty pomysł kolorystyczny zabrał pod nowy adres. Na ścianie obraz Łukasza Stokłosy. W głębi fragment salonu z „Colonial Chair”, czyli fotelem kolonialnym firmy Carl Hansen & Søn. Zdjęcie: ONI STUDIO.
W duchu Arts & Crafts
Założyciel wspomnianej marki, William Morris, to jedna z najważniejszych postaci Arts & Crafts – ruchu dążącego do odrodzenia tradycyjnych rzemiosł w epoce uprzemysłowienia. Oba zjawiska obserwujemy i dziś. Do efektów pracy utalentowanych ludzkich rąk Aleksander ma też sentyment wywiedziony z domu. Bibi zajmowała się zawodowo sprzedażą antyków, spełniała się ponadto we własnych działaniach twórczych – to ona wykonała m.in. stojący w salonie puf z haftowanym kotkiem. Podobnie Rodney, który zrobił kilka tutejszych lamp i mebli, choćby czarno-czerwony stolik nocny, nawiązujący do chinoiserie – XIX-wiecznej mody na chińszczyznę.
Ważnych obiektów znalazło się tu więcej. Z pamiątek rodzinnych najcenniejszy jest autoportret polskiej babci wyeksponowany w salonie. O własnej młodości przypomina Aleksandrowi rzeźbiarski portret ustawiony w holu. Szczególne znaczenie mają także antyczne meble wybierane ze znawstwem przez Bibi i sprowadzone do Polski. Właścicielowi zależało, by ciepło ludzkich rąk emanowało także ze współczesnych elementów wyposażenia. Nawet płytki ceramiczne z bliższych i dalszych stron świata są ręcznie formowane. W duchu Arts & Crafts.
W pierwszym numerze magazynu „AD Polska” pokazywaliśmy wnętrza, w które Ostrowska tchnęła ducha kultury japońskiej. Tym razem sięgnęła po inspiracje angielskie. Co będzie dalej? Architektka nie zatrzymuje się w poszukiwaniach. – Nie chcę, aby każdy, kto patrzy na moje realizacje, mógł je od razu zidentyfikować jako „wnętrze Klary”. Każdy projekt traktuję naprawdę indywidualnie i staram się wsłuchiwać w oczekiwania klientów – podkreśla. Chętnie się przekonamy, czym zaowocują jej kolejne spotkania.
BRYTYJSKIE WNĘTRZA nie obędą się bez tkanin w misterne, drobne desenie. Dziś tak jak dawniej sprowadza się je m.in. z Indii. Pod sufitemlampa marki Oi Soi Oi z materiałowym abażurem. Zdjęcie: ONI STUDIO.
STOLIKI NOCNE w typie mebli dalekowschodnich to w istocie dzieła ojca Aleksandra – Rodneya. Stanęły w sypialni młodziutkiej przedstawicielki trzeciego pokolenia rodziny. Na blacie m.in. lampa marki Gubi w odcieniu mosiądzu, wyżej grafiki z antykwariatu. Zdjęcie: ONI STUDIO.
ANGIELSKIE ŁAZIENKI były na kontynencie silną marką już w XIX wieku. W domu Aleksandra architektka nawiązała do tych tradycji m.in. odcieniem glazury, charakterystycznym układem płytek, delikatną bordiurą. Również szafka umywalkowa oraz lustra o dekoracyjnym wykroju (oba projektu Ostrowskiej) mają w sobie coś londyńskiego. Armatura z mieszaczem zamiast oddzielnych kurków do zimnej i gorącej wody to ukłon w stronę współczesnych wymagań funkcjonalnych. Ale już sedes (niewidoczny na zdjęciu) ma typowo angielską dźwignię, a nie przycisk – tu przywiązanie do dziedzictwa Anglików nie stoi w sprzeczności z wygodą. Zdjęcie: ONI STUDIO.
Zobacz także:
Warszawskie mieszkanie, które łączy estetykę eko z modern classic
5 malowniczych uzdrowisk w Polsce idealnych na majówkę. Tu odpoczniesz i naładujesz baterie
Mieszkanie idealne choć niewielkie — perfekcyjne 33 m² w Berlinie