Jest słowo, które oscyluje między cyganerią, historią kraju oraz urodą przedmiotu. Łacińska nazwa Czech – Bohemia – wywodzi się od starożytnego określenia ziem zamieszkiwanych przez celtyckie plemię Bojów. Z czasem termin ten zaczął żyć własnym życiem i przyjmować różne znaczenia. We Francji bohème stało się określeniem cyganerii artystycznej i twórczej wolności, w Polsce natomiast „Bohemia” do dziś niesie skojarzenia ze światem materialnym – to synonim jakościowego szkła, solidnego rzemiosła i przedmiotów, które miały ambicję trwać. Rozszczepienie znaczeń – jak w szklanym pryzmacie – jest tym bardziej znamienne, że wszystkie nierozerwalnie związane są ze sztuką i prowadzą w to samo miejsce. Czechy od wieków pozostają jednym z najważniejszych europejskich ośrodków szklarstwa, a praca z kruchym tworzywem stała się tu nie tylko gałęzią przemysłu, lecz także polem twórczej swobody. Szczególną rolę odegrało dziedzictwo hutnicze. – Na szkło dmuchane współczesne technologie wpływają marginalnie – tłumaczyli mi projektanci z Dechem Studio. Pracując nad tym tekstem, bardzo chciałem pokazać także inną, mniej oczywistą twarz czeskiego dizajnu – a więc niekoniecznie związaną ze szkłem. Ale nie ma sensu się oszukiwać: Czechy szkłem stoją. I nie jest ono w tym kraju wyłącznie muzealnym dziedzictwem. To żywe medium współczesnego projektowania. Rzemiosło i wyobraźnia spotykają się w nim na światowym poziomie. A wszystko to z odrobiną czeskiego poczucia humoru, zdolnego zamienić przedmiot użytkowy w nośnik znaczeń dalekich od sfery czysto użytkowej.
HISTORIA W PRZEDMIOCIE
Jan Plecháč
Jego projekty nie uwodzą powierzchnią – wymagają zatrzymania się i uważnego spojrzenia. Dopiero wtedy forma odsłania precyzyjnie skonstruowaną myśl. Plecháč postrzega dizajn jako pole poszukiwania nowych, jeszcze nieopisanych ścieżek. Świadomie wychodzi poza strefę komfortu, aby w procesie projektowym testować granice technologiczne i pojęciowe. Ograniczenia produkcji przemysłowej nie są dla niego przeszkodą, lecz przestrzenią, w której ujawnia się jakość projektu – właśnie tam, gdzie kreatywność musi się zmierzyć z realnymi warunkami wytwarzania. Przy tym szuka idei, które spajają wszystkie prace w spójną narrację. Szkło traktuje jako materiał niosący znaczenie, zdolny mówić o kontekście, skali czy nawet symbolice. W roli dyrektora kreatywnego huty Moser rozwija tę markę jako szczególnie cenne dziedzictwo czeskiej sztuki szkła, reinterpretując je poprzez ideę, a nie przez nostalgię.
JAN PLECHÁČ dźwiga wazon „ERA” z trójkolorowego szkła kryształowego (Moser). Zdjęcie: Salim Issa.
ZWIS „LA SCALA” należy do serii „NEVERENDING GLORY”, która nawiązuje do żyrandoli ze słynnych oper (współpraca Henry Wielgus, Lasvit). Zdjęcie: Lasvitla.
MIĘKKA SIŁA SZKŁA
Lucie Koldová
Od lat obecna w świecie międzynarodowego dizajnu, zachowuje bardzo świadomy, autorski stosunek do materiału i procesu projektowego. Formę zawsze wyprowadza z funkcji, a materiał pozwala jej eksperymentować, badać kwestie funkcjonalności i konstrukcji. Światło jest dla niej nie dodatkiem, lecz integralną częścią projektu, obecną od pierwszego szkicu. Zafascynowana możliwościami hutniczej produkcji szkła, pracuje z dużymi, czystymi obiektami, które balansują na granicy przedmiotu użytkowego i rzeźby. Rzemiosło zajmuje w jej praktyce miejsce szczególne – fizyczny kontakt z materiałem i praca w hucie są dla niej źródłem autentycznej satysfakcji oraz inspiracji. Choć znana jest głównie z oświetlenia, z równą swobodą porusza się w sferze mebli i innych obiektów użytkowych.
LUCIE KOLDOVÁ. Zdjęcie: Filip Kartouš /Port of stars.
LUCIE KOLDOVÁ W LAMPACH „BALLOONS” wykorzystała możliwości firmy Brokis w zakresie wydmuchiwania dużych form – największy wariant, podłogowy, mierzy aż 80 cm. Zdjęcie: Martin Chum.
KOLEKCJA „STARCLOUD” tej samej autorki i marki może przyjmować efemeryczną postać gwiezdnego obłoku. Zdjęcie: Martin Chum.
PORZĄDEK I SKALA
Václav Mlynář
O wzornictwie myśli w sposób architektoniczny – systemowo, precyzyjnie i z dużą świadomością skali. Tradycyjne techniki wytwórcze są jednak dla niego równie istotne jak współczesne narzędzia i technologie. Zanim powstanie forma, Mlynář uważnie obserwuje produkcję, rozmawia z wytwórcami i bada granice materiału, próbując zawsze rozwinąć proces. Interesują go obiekty z pogranicza sztuki czystej, niezależne od sezonowych trendów i odporne na upływ czasu. W szkle ceni niepowtarzalność. Drobne różnice stają się wartością, która nadaje poszczególnym obiektom charakter i sens. Jako dyrektor kreatywny marki Bomma od lat uczestniczy w budowaniu międzynarodowej pozycji czeskiego szkła, pokazując je jako medium współczesne, ambitne i projektowo dojrzałe.
VÁCLAV MLYNÁŘ z lampą „MUSSELS” (Bomma), przypominającą zawieszone na łańcuszkach muszle. Zdjęcie: Martin Chum.
ŻYRANDOL „TRANSMISSION” (z Jakubem Pollágiem, deform dla Lasvit) ma rys steampunkowy. Zdjęcie: Martin Chum.
KLOSZE „BUOY” (Bomma) są jak wielkie boje, największy ma 90 cm wysokości. Zdjęcie: Martin Chum.
SZKŁO I CIERPLIWOŚĆ
Dechem Studio
Ten duet wyrasta bezpośrednio z czeskiej tradycji hutniczej, ale nie traktuje jej jak zamkniętego kanonu. Dla Michaeli Tomiškovej i Jakuba Janďourka ręczna praca ze szkłem pozostaje fundamentem, którego nie da się zastąpić technologią. Projektowanie zaczynają od szkiców i modeli 3d, jednak finalny efekt zawsze pozostaje domeną rzemiosła, intuicji i nieprzewidywalności materiału. Studio coraz częściej realizuje projekty na zamówienie architektów i klientów indywidualnych. Szkło przekracza tu granice klasycznego produktu i staje się elementem architektury wnętrza. Minimalistyczny język formalny służy jednemu celowi – budowaniu atmosfery danej przestrzeni i estetycznego napięcia.
MICHAELA TOMIŠKOVÁ I JAKUB JANĎOUREK, czyli Dechem Studio. Zdjęcie: Karin Zadrick.
Lampa „ASTRONOMIC SUPERCLUSTER” była częścią wystawy „Designblok Cosmos” podczas Milan Design Week 2024. Zdjęcie: Václav Jirásek.
DIZAJN, KTÓRY NIE CHCE BYĆ GRZECZNY
Boris Klimek
W jego pracy szkło staje się medium poetyckim – narzędziem do opowiadania o naturze, wspomnieniach i ulotnych zjawiskach. Klimek otwarcie przyznaje, że w projektowaniu bardziej niż funkcja interesują go emocje, wyobraźnia oraz osobiste skojarzenia zarówno twórcy, jak i odbiorców. Użytkowy aspekt traktuje jako punkt wyjścia, a nie ostateczny cel działań projektowych. Ten sposób myślenia dobrze oddaje kolekcja „Dew Drops”, zainspirowana widokiem kropel porannej rosy balansujących na źdźbłach trawy. Wizualna lekkość i uroda metafory spotykają się tu z techniczną precyzją. Klimek projektuje w różnych skalach i tworzy obiekty wielu rodzajów, ale konsekwentnie pozostaje wierny intuicyjnemu, nieoczywistemu podejściu do formy.
BORIS KLIMEK sięga do lampy z serii „PEBBLES” (Bomma). Zdjęcie: Lukáš Hausenblas.
IKONĄ marki Bomba stały się jego lampy „DEW DROPS”. Zdjęcie: Martin Chum.
DLA BROKIS powstała kolekcja oparta na kontrastach „Under pressure”. Zdjęcie: Martin Chum.
Zobacz także:
Pastelowe wnętrze, które kojarzy nam się z latem
Nowy podcast „AD Café”. W premierowym odcinku rozmawiamy z Olą Ziarek
Mieszkanie w Krakowie – przytulna przestrzeń z nutą koloru i humoru