Cannabis sativa, czyli konopie siewne, wracają na salony. I nie chodzi o ich właściwości odprężające. Łodygi tych roślin, nazywane paździerzem, znajdują zastosowanie w architekturze. Na świecie najpopularniejszy jest konoplit, inaczej beton konopny. To materiał turboekologiczny, ale też piękny, co pokazuje gabinet terapeutyczny w podwarszawskim Ustanowie. Architekt Eliasz Matuła (@healing_architecture_) we wnętrzu obiektu wyeksponował fragment ściany z konoplitu. – Żeby go uzyskać, trzeba połączyć łodygi konopi z wapnem. Taki kompozyt ma doskonałe parametry. Szybko magazynuje dużo ciepła, a następnie powoli je oddaje, utrzymując w pomieszczeniu stałą temperaturę. Ściany konoplitowe, dzięki wysokiej przepuszczalności pary wodnej, regulują wilgotność powietrza. Nie oddają do atmosfery lotnych związków, zapewniają we wnętrzu zdrowy klimat, a na koniec swojego długiego życia ulegają samoczynnie rozpadowi i skompostowaniu lub mogą być ponownie użyte – wymienia korzyści architekt.

Drewno we wnętrzu zabezpieczono wyłącznie produktami na bazie oleju lnianego, dach ocieplono wełną drzewną z izolacją na bazie papieru. Na fragmencie ściany konoplit jest nieotynkowany. Zdjęcie: Bartek Kędziora
Dzięki jego pasji powstał pierwszy w Polsce współczesny obiekt użyteczności publicznej zrealizowany niemal w całości z materiałów naturalnych. Niemal, bo stanął na istniejącej płycie fundamentowej po znajdującym się tam wcześniej domu. Łatwo jednak nie było. – Budowałem własnoręcznie, choć wcale nie chciałem. Po prostu nie udało mi się znaleźć wykonawcy – przyznaje projektant. Potrzebną wiedzę zdobywał na kursach i z podręczników. Zamówił tir konopi, od zaprzyjaźnionej firmy pożyczył mieszadło do pasz, które posłużyło do przygotowania mieszanki, i rozpoczął realizację. – Cały proces nie jest skomplikowany. Robimy szalunek, układamy w środku konoplit i ubijamy. Zaskoczyło mnie, jak szybko można wznosić te ściany – mówi Matuła.
W pracy wspomagali go znajomi i pasjonaci ekologicznego budownictwa. Największym wyzwaniem okazało się wykończenie ścian w łazience. Tu wykorzystano tzw. tadelakty, tradycyjne tynki wapienne stosowane od starożytności na terenie dzisiejszego Maroka. Spopularyzowali je hipisi. – Na ścianę nakłada się warstwę wapna, a po wyschnięciu poleruje kamieniem, używając mydła oliwnego. Powstaje przepiękny, zmywalny tynk, ale reżim wykonawczy jest potworny. Procesu nie wolno przerywać, na każdym etapie trzeba mierzyć wilgotność i ręcznie, centymetr po centymetrze, docierać, co może zająć nawet dobę – opowiada architekt.

Budynek ma tradycyjną konstrukcję szkieletową. Elewacje i dach pokryto ręcznie wytwarzanym gontem łupanym z modrzewia. Zdjęcie: Bartek Kędziora
Budowa trwała jeden letni sezon. W kolejnym ściany pokrył tynk: wapienny na zewnątrz, gliniany w środku. – Miałem świadomość, że budowa będzie eksperymentem, a polska legislacja na razie nie sprzyja tego typu inwestycjom, zwłaszcza publicznym. Przedstawiciele nadzoru budowlanego czy sanepidu nie mają dość narzędzi, żeby je weryfikować – mówi projektant. W końcu udało się uzyskać odbiory techniczne, również te od straży pożarnej, a ściany z konopi zdobyły certyfikat NRO, potwierdzający, że nie przyczyniają się do rozprzestrzeniania ognia. To dobra wiadomość dla ewentualnych naśladowców Matuły.
Artykuł ukazał się w 14. numerze „AD Polska”, listopad/grudzień 2025.
Zobacz też:
- Wkraczamy w erę drewna. Miasta na całym świecie zapełniają się drewnianymi wieżowcami
- Meble z recyklingu: te wspaniałe projekty są wykonane z resztek aluminium, skórek pomarańczy i starych urządzeń elektrycznych
- Atlanci z Marsylii, czyli Atelier Carlès & Demarquet