Tęsknię za wspólnotą

Wykleja obrazy bibułą i cekinami, rysuje na papierze pastelą olejną i kredkami, tworzy rzeźby i maluje. Klaustrofobiczne wnętrza Marty Nadolle stają się komentarzem do rzeczywistości społecznej, a metropolia  tłem dla opowieści o samotności.

Autor Max Cegielski i Anna Zakrzewska

Tęsknię za wspólnotą

„HE IS SO LOVELY”, 2021, olej na płótnie. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

Każdemu życzyłabym tak dobrej domowej atmosfery, jaką pamiętam z dzieciństwa – mówi Marta Nadolle. Pochodzi z Międzychodu, małej miejscowości w Wielkopolsce. Historia wyjazdu artystki do dużego miasta i awansu społecznego czasem pojawia się w jej pracach – jak w wyszywance „Gdybym stąd nie wyjechała, już dawno miałabym męża i dzieci” czy monotypii pod tytułem: „Koleżanka z Poznania? A tu widać, że Międzychód”. Często inspiruje się nie tylko tym, co widzi, ale też zasłyszanymi słowami i zdaniami, które notuje jak reporterka. Te hasła zostają tytułami prac. Bywają polityczne: „Głosowałem na niego, ale dobrze, że nie wygrał, był zbyt pewny siebie i wszystko dostał na tacy” albo konsumenckie: „Kupi Pani taką nakładkę na deskę najtaniej na Amazonie”. 

Zanim zaczęła malować, pisała wiersze. Ale nie poszła do klasy humanistycznej, tylko do liceum plastycznego w Poznaniu, gdzie dobrze się odnalazła w towarzystwie innych, introwertycznych i wrażliwych młodych ludzi. Jednym z jej nauczycieli był Wojciech Bąkowski, wówczas lider formacji Penerstwo, co w slangu wielko￾polskim odnosi się do kogoś w rodzaju kloszarda, ale też wrażliwego chuligana. Sztuka Nadolle, choć bywa chropowata, nie jest tak ekspresyjna i brutalna jak jej starszych kolegów z Poznania. Antymieszczańskość Penerów staje się u niej miejską wedutą – pejzażem warszawskim, przefiltrowanym przez malarstwo naiwne: – To próba zrozumienia miasta, oswajania przestrzeni, odnalezienia się w Warszawie i poczucia się jak u siebie. Do dziś zdarza mi się czuć tutaj obco, choć już nie tak konsekwentnie. To przychodzi falami – mówi. Zarazem w jej pracach bardzo często pojawiają się wnętrza małych mieszkań, wynajmowanych przez młodych ludzi, których nie stać na wkład własny do kredytu: – Zawsze pociągało mnie zestawienie dwóch światów: prywatnego i publicznego. Dlatego od początku przyjęłam zasadę, że malując, opowiadam o sobie, ale w sposób, który nadaje intymnym doświadczeniom wymiar uniwersalny. Moja prywatność staje się wtedy czymś, co może odczuć każdy. Te małe wnętrza, czasem wręcz klaustrofobiczne, rzeczywiście są symbolem współczesności, może i patodeweloperki, ale przede wszystkim samotności, która w dużym mieście jest bardzo wyraźna – tłumaczy. 

 

leto_nadolleMARTA NADOLLE, autoportret artystki we fragmencie asamblażu ,,Chciałeś mi pocisnąć używając w tekście 13 razy słowo nudes”. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

nadolle haftHAFT NA PŁÓTNIE „Gdybym stąd nie wyjechała, już dawno miałabym męża i dzieci”, 40 cm na 30 cm, 2020. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

leto nadolleMOZAIKA „Byłaś tam najpiękniejszą osobą” z marmuru, szkła witrażowego, ceramiki, drewna i farby do ceramiki, 74 na 74 cm, 2022. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

Kiedy odbierała Paszport Polityki w dziedzinie sztuk wizualnych za rok 2023, zamiast dziękować jak większość laureatów rodzinie, apelowała do koleżanek i kolegów artystów, by się nie poddawali w walce o codzienny byt. Sama była już wtedy dziesięć lat po obronie dyplomu w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i zarabiała na życie, prowadząc zajęcia artystyczne dla dzieci. Dziś próbuje utrzymywać się ze sztuki, ale jeszcze do niedawna była „panią od plastyki”. Doświadczenia nauczycielki rysunku i malarstwa pokazywała czasem w swojej twórczości, choćby w obrazie zatytułowanym „Ten tiul z takim wyczuciem namalowałaś”. 

Ponieważ nie miała gdzie tworzyć i przechowywać większych obrazów, malowała w formacie za małym, by jej prace przyjęto na Bielską Jesień, czyli najważniejszy konkurs dla młodych malarek i malarzy. Zwycięzców ostatniej edycji oskarżano, że ich prace są „brzydko malowane”. Nadolle także krytykowano, m.in. za nieprawidłowo zastosowaną perspektywę. Ale artystka świadomie zniekształca przestrzeń. Mówi: – Odwołanie do języka ludowego i naiwnej estetyki jest dla mnie naturalne. Są w nim prawdziwość, swojskość, uczciwość i taka zwyczajna, ludzka prostota. Czuję, że jako osoba też jestem „swojską dziewuchą” i ta stylistyka dobrze ze mną współgra. Bliska stała mi się również idea artystów naiwnych, często nazywanych artystami dnia siódmego. Tworzyli nie dlatego, że musieli sprzedać obraz, tylko dlatego, że mieli wewnętrzną potrzebę wypowiedzi.

 

_leto_nadolleRZEŹBA W DREWNIE „Sama za to zapłaciłam”, 56 na 24 na 20 cm, 2022. Jeden z wielu obiektów Nadolle, w których artystka rozwinęła motywy malarskie. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

Tytuły jej prac z tego roku: „No mały pokój, ale czysty”, „Kiedy moja mama kupiła bratu mieszkanie, ja dostałem szafę” czy „Pieniądze z obrazów dam na wkład własny” odnoszą się właśnie do problemów lokalowych jej pokolenia. Często jednak także do związków i miłości w tych przestrzeniach: – Intymność i samotność są ze sobą mocno splecione. Z jednej strony tęsknię za ludźmi, za byciem wśród innych. Z drugiej, przez introwertyczny charakter spędzam dużo czasu w domu. Dlatego w moich obrazach metropolia istnieje bardziej jako tło – pulsujące, symboliczne, a to, co najważniejsze, dzieje się w tych małych przestrzeniach, gdzie widać emocje współczesnego człowieka – podkreśla. 

Codzienność to także kwestie płci, czasem potraktowane z dystansem, jak w pracy pod tytułem „Teraz to co drugiej się przypomina, że kiedyś tam ktoś ją za tyłek złapał”. W innych Nadolle pokazuje życie emocjonalne i seksualne w telefonach i mediach społecznościowych, jak „Adrianno Twój chłopak ma konto na zaadoptujfaceta.pl” czy asamblażu ,,Chciałeś mi pocisnąć używając w tekście 13 razy słowo nudes”. 

– Maluję sceny z życia codziennego, bo często są to momenty, z którymi w danym czasie nie umiałam sobie poradzić. Ktoś może mieć podobny problem i mój obraz może stać się dla niego jakąś wskazówką. Są też sytuacje i tematy związane z kobiecością czy polaryzacją. Są na tyle ważne, że chcę się nimi zajmować, żeby poruszyć odbiorców i skłonić ich do zastanowienia się, gdzie są w tej rzeczywistości, ale bez moralizowania – zaznacza.

Maluje wiele obrazów naraz, etapami, zaczynając zazwyczaj do notatki i szkicu, przy pracy słucha dźwięków seriali, wielokrotnie tych samych. Korzysta z kartonów i papierów o różnej grubości, z których wycina elementy kompozycji, przykleja je i dopiero potem maluje na takim podkładzie. Czasem, jak na zajęciach artystycznych, które prowadziła, wykleja całość kulkami kolorowego papieru. W jednej z ostatnich instalacji pojawiły się haft oraz dźwięk, śpiew samej Nadolle. Bogaty warsztat broni jej prac przed formułowanymi w czasopiśmie „Szum” zarzutami o banalność i introwertyczną prywatność. Artystka szuka nowych form dla szczerych wypowiedzi, próbując ciągle przekroczyć samą siebie.

 

leto nadolleKOLAŻ Z BIBUŁY I CEKINÓW „She was the fastest dog” , 90 na 64 cm, 2024. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

leto nadolleMONOTYPIA „Sorry ale u mnie nie bardzo się podchodziło do tego co z komuną związane”, pastel olejny i kredki na papierze, 42 na 30 cm. Praca z wystawy pt. „Mam kompleksy” w Galerii Leto, 2025. Zdjęcie: Bartosz Górka, dzięki uprzejmości Galerii LETO.

 

Zobacz także:

Perfekcyjny miks nowoczesności i retro w mieszkaniu hiszpańskiego architekta

Najwyższa forma nadziei

Wiejski dom w Asturii, który jest hołdem dla prawdziwego luksusu: podziwiania 

Czytaj więcej