Postmodernizm to stan umysłu

Dystans, najważniejszy jest dystans – to podstawowe założenie postmodernizmu. Wystawa w bońskiej Bundeskunsthalle bawi, prezentując historię tego stylu oraz wszelkie jego ekscentryczności w designie, architekturze, modzie i muzyce pop. Umiejętnie buduje konteksty, skłania też do refleksji nad współczesnością.
 

Modelki w strojach do callaneticsu przed Galerią Państwową (proj. arch. James Stirling, Michael Wilford, 1877–1884) w Stuttgarcie, lata 80. XX w.

Gdy w roku 1966 architekt Robert Venturi wydał „Złożoność i sprzeczność w architekturze”, rewolucja wisiała w powietrzu. Postmoderniści zakwestionowali modernizm – jego sztywne i radykalne założenia, surowy, bezduszny racjonalizm, zbytnią prostotę, rezygnację z ozdób. Przemianom tym sprzyjał rozwój technologiczny i rosnący wpływ mediów.
Słynne „Less is a bore” („Mniej znaczy nudniej”) Venturiego stanęło w totalnej opozycji do modernistycznego hasła „Less is more” („Mniej znaczy więcej”). Dopełnieniem były słowa Ettore Sottsassa (z „Design metaphors” z 1988 roku), że „dekoracja może być stanem umysłu, niezwykłą percepcją, rytualnym szeptem”.

Dzięki uprzejmości Hollein. Zdjęcie: Jerzy Survillo. 

Tymczasem postmoderniści wcale nie zamierzali szeptać. Obalanie starego porządku, mieszanie form, stylów i gatunków nie odbywało się w ciszy, co pokazuje wystawa „Alles auf einmal: Die Postmoderne, 1967–1992” (29.09.2023–28.01.2024) w Bundeskunsthalle w Bonn, jednej z najlepszych instytucji wystawienniczych w Niemczech. Sam budynek Bundeskunsthalle jest – jak żartują kuratorzy – największym eksponatem. Stożkowate wieże na jego dachu przyciągają uwagę z daleka. Mamy w środku całą historię postmodernizmu – przemiany w sztuce, designie, architekturze, modzie, mediach, muzyce, literaturze, polityce – z szeroką gamą klasyków designu. 

Więcej czytaj w najnowszym numerze AD Polska. 


Czytaj więcej