Przywiązujemy do kontekstu zbyt dużą wagę. Mamy prawo mieszkać tak, jak nam się podoba. Oczywiście, jeśli ktoś ma supernowoczesną willę, trudno, żeby robił sobie wnętrza à la francuski pałac, ale ostatecznie chodzi o to, żeby dom stanowił odzwierciedlenie życia i upodobań mieszkańców – mówi Natalia Malarska, której pracownia, La Folie Studio, znalazła się ponownie na polskiej liście AD100. W swoich projektach architektka zdaje się kierować słynnym obrazoburczym bon motem Rema Koolhaasa: fuck the context. Nie twierdzi jednak, podobnie jak ten ceniony laureat Pritzkera, że architekci mają być aroganccy i niewrażliwi na najbliższe sąsiedztwo czy ogólnie przyjęte zasady, ale że powinni podążać własną drogą. Nie mogą ślepo naśladować tego, co już istnieje, i w ten sposób się ograniczać.

Fragment salonu ze stolikiem „Mason” i vintage’owymi fotelami Thoneta, które architektka obiła żakardową tkaniną „Propolis” francuskiej marki Misia. W tle zabytkowa komoda z ceramiczną lampą Natalii Malarskiej. Wszystkie skrzydła drzwiowe i sztukaterie wykonano na zamówienie. Zdjęcie: Mood Authors
Najnowsza realizacja La Folie Studio potwierdza ten sposób myślenia. To współczesna wersja biedermeieru z odniesieniami do wiktoriańskiej Anglii, Francji czasów Ludwika Filipa i klimatu hiszpańskiej hacjendy. A to wszystko na ostatnim piętrze funkcjonalistycznej kamienicy przy jednej z głównych ulic warszawskiego Śródmieścia. Projekt Malarska stworzyła dla przyjaciół. Poznali się ponad 10 lat temu. – To małżeństwo, dla którego wykonywałam pierwsze zlecenie w życiu. Potem urządziłam dla nich jeszcze mieszkanie i dom w Hiszpanii. Znają mój styl i mi ufają – opowiada.
.jpg)
W przedpokoju uwagę zwraca peerelowska, ręcznie malowana lampa z ceramiki. To jeden z niewielu elementów oryginalnego wystroju, który pozostał po poprzednich właścicielach mieszkania. Zdjęcie: Mood Authors
Nowe wnętrze miało być przede wszystkim przytulne i w pewien sposób klasyczne. Inwestorzy zastrzegli tylko, że w sypialni chcieliby mieć tapetę z przedstawieniem zielonego krajobrazu. Ostatecznie wybór padł na „olejny pejzaż” z oferty szwedzkiej marki Boråstapeter. Ukazuje sielską scenerię angielskiej wsi u schyłku XIX stulecia, trochę w klimacie Johna Constable’a. Wielkoformatowy wydruk został podzielony na trzy różnej wielkości kadry i oprawiony w sztukateryjne ramy. Stanowi efektowne tło dla autorskiego łóżka, które wieńczy tapicerowany jedwabiem zagłówek. – Przestrzeń dawała nam duże możliwości aranżacyjne, bo mieszkanie ma ponad trzy metry wysokości. Do tego usytuowane jest od strony podwórka, z widokiem na dachy pobliskich kamienic i korony drzew, więc choć to samo centrum Warszawy, jest tam bardzo cicho, wręcz magicznie – podkreśla architektka.

Autorska szafka w łazience pokryta jest orzechowym fornirem. Zdjęcie: Mood Authors
Oryginalne elementy wystroju – drewniane podłogi i skrzydła drzwiowe – były w bardzo złym stanie i nie udało się ich zachować. Zastąpiono je nowymi, według projektu Natalii. Parkiet ułożono we wzór koszykowy. – Nie chcieliśmy klasycznej jodełki. Szachownica wydała się nam ciekawsza – mówi architektka. W swojej pracy często kieruje się intuicją. Oryginalną formę, przywodzącą na myśl mauretańskie łuki, otrzymało też przejście między przedpokojem a salonem. – Taka po prostu nam się podobała – tłumaczy.
.jpg)
Sypialnia z zaprojektowanymi przez architektkę lampami i łóżkiem. Na ścianie tapeta „Oilpainting Landscape” marki Boråstapeter. Zdjęcie: Mood Authors
Połączony z kuchnią salon stanowi obecnie serce domu. Główną rolę gra tu przestrzeń robocza. Blat z biało-szarego marmuru bardiglio uzupełniono utrzymaną w odcieniach ochry tapetą z przedstawieniem orientalnego krajobrazu. Ten wyrazisty landszaft w stylistyce chinoiserie koresponduje z miodową podłogą i drewnianymi akcentami oraz solidnym, lakierowanym stołem, znalezionym przez architektkę na jednej z internetowych aukcji.
Z drugiego obiegu pochodzi zresztą większość mebli wykorzystanych we wnętrzu. Architektka nadaje im nowe życie. Odnawia, obija szlachetnymi tkaninami. – Lubię przedmioty vintage i miejsca z historią. Są niepowtarzalne i mają duszę – podkreśla. – Gdy podróżuję po świecie, staram się zatrzymywać w starych willach albo w butikowych hotelach. Podpatruję, szukam inspiracji, uczę się. Jeżdżę po świecie z miarką, sprawdzam rozmiary kominków, proporcje sztukaterii i płycin – opowiada Malarska.
Z tych fascynacji zrodził się pomysł na własną markę. Autorskie meble i elementy wyposażenia, które projektantka wykorzystała we wnętrzu, wkrótce trafią do oficjalnej sprzedaży. W ofercie znajdą się choćby wspomniane łóżko, ale też lampy, poduszki i narzuty. – Uwielbiam piękne tkaniny, zwłaszcza wzorzyste. Bywają zjawiskowe i naprawdę są w stanie radykalnie zmienić charakter przestrzeni – podkreśla. W warszawskim wnętrzu wykorzystała m.in. jedwabny żakard z wyszywanym złotą nicią deseniem przypominającym rybią łuskę i lniano-wiskozowy ikat o charakterystycznych dla tego rodzaju tkaniny rozmytych cętkach. Tym pierwszym pokryła dwa fotele Thoneta w salonie, drugim – krzesło vintage w sypialni.
Specjalnie dla śródmiejskiego wnętrza powstała też historyzująca szafka w łazience. – Fornirowana orzechem, zyskała blat ze zjawiskowego kwarcytu. A baterie wyprodukowała brytyjska firma Burlington – mówi architektka. Posadzkę wyłożono tu marmurem. Ściany pomalowano na ugrowo, a częściowo pokryto białymi płytkami stylizowanymi na ręcznie wytwarzane. Mariaż wykończeń, stylów i epok wymagał dużo pracy, ale od razu przypadł właścicielom do gustu. – To dla mnie największa satysfakcja, gdy klienci mówią, że stworzyłam dla nich coś wyjątkowego. Ale chyba po prostu umiem słuchać. Projektowanie samo w sobie nie jest trudne. Największą sztuką jest wsłuchanie się w potrzeby inwestora, a następnie zebranie wszystkich jego wyobrażeń w jedną całość – tłumaczy architektka.
Artykuł ukazał się w 14. numerze „AD Polska”, listopad/grudzień 2025.
Zobacz też:
- Światowe duety projektantów i architektów z listy AD100
- Prywatność jak Dr Jekyll i Mr Hyde: rozmowa z Mają Mozgą-Górecką
- Hans Wegner, absolutna legenda duńskiego designu będzie mieć swoje muzeum