Rozmawiamy bez pośpiechu, bo niespodziewany deszcz uniemożliwił wypalanie naczyń. – Jestem w pełni zależna od natury – mówi Anna Milczanowska, która rozwija najstarszą technikę ceramiczną wymyśloną przez człowieka. Najpierw ręcznie tworzy obiekt, z wałeczków gliny. A później kopie w ziemi jamę, żeby go wypalić w ognisku.
Droga do tej dziedziny wiodła ją naokoło. Nula, bo pod tym imieniem-marką działa Milczanowska, z wykształcenia jest historyczką sztuki, a z zawodu muzealniczką. Dba o to, by wystawy i wydarzenia w zabytkowych obiektach warszawskich Łazienek były w pełni dostępne dla wszystkich zwiedzających, również tycch z niepełnosprawnościami i szczególnymi potrzebami. Przed kilkoma laty postanowiła wrócić do jednej z przyjemności z dzieciństwa – lepienia w glinie. Zapisała się na zajęcia z ceramiki u Justyny Skowyrskiej-Górskiej. – To prawdziwa mistrzyni. Ma ogromną wiedzę i umie ją przekazywać – podkreśla artystka. Właśnie w jej pracowni Nula poznała zjawisko wypału jamowego. – Interesowały mnie duże formy, a dzięki niemu rozmiary pieca przestały być ograniczeniem – tłumaczy.
ANNA MILCZANOWSKA ukończyła historię sztuki,pracuje w Łazienkach Królewskich, a ceramikę rozwija z potrzeby tworzenia. Zdjęcie: Agnieszka Danklowska.
„AMFORĘ II” galeria Craftica eksponowała w trakcie wydarzenia nomad Circle. Zdjęcie: Andrzej Kotlarski.
WŚRÓD KULISTYCH FORM pośrodku stanęła „Waza iv”, za nią „Rysa” Zdjęcie: Paweł Świątek.
Zwrot ku paleolitycznej technice ceramicznej splata więcej ważnych dla artystki wątków. – W dzieciństwie marzyłam, żeby zostać archeolożką, a dziś rozwijam pradziejowe rzemiosło. Glina ma w sobie coś z ludzkiej skóry, a wiele z moich prac kojarzy się odbiorcom z linią kobiecego ciała. Ten aspekt na pewno będę badać. I wreszcie niezwykle ważny jest dla mnie sam proces. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś moje pomysły czy projekty realizował za mnie – opowiada Milczanowska.
Nie znaczy to, że działa w odosobnieniu. Jamy do wypału kopie w ogrodzie rodzinnego domu pod Pszczyną, a jej wizyty mają ważny wymiar międzyludzki. Każdy z bliskich ma swoją rolę w procesie.
– Tata przygotowuje drewno na opał. Wyłącznie z wiatrołomów albo odpadów, bez ścinania drzew. Bracia pomagają w kopaniu dziur, zwłaszcza gdy mam wypalać duże obiekty. Siostry i ich dzieci doglądają, czuwają, rozmawiają. A mama wszystkich karmi – wymienia artystka. I zaraz zastrzega: – Ale tylko ja wstawiam naczynia do ognia i tylko ja odkopuję je z popiołu.
W całym procesie twórczym fundamentalną rolę odgrywają jednak żywioły. Deszcz, który może przerwać wypał, to nie wszystko. – Sięgam zawsze po tę samą glinę, a kolory zależą przede wszystkim od związków chemicznych obecnych nie tylko w roślinach, którymi owijam obiekty, ale także w glebie w miejscu wypału i oczywiście od temperatury. Dlatego swoje prace chętnie wypalam gościnnie w różnych zakątkach Polski – zdradza Milczanowska.
Pierwszy obiekt wypalany w piecu jamowym stworzyła w 2022 roku, a zadebiutowała już w listopadzie 2024 roku, na otwarciu galerii Craftica Anny Woźniak-Starak. Potem posypały się wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, na nomad Circle w St. Moritz, w Mediolanie, w Paryżu, a ostatnio w Nowym Jorku, na niezwykle prestiżowym Salon Art + Design, gdzie zobaczyć można dizajn kolekcjonerski najwyższej światowej klasy.
Niedawno skorupy z naczyń, które pękły w trakcie wypału, Nula zaczęła sklejać japońską techniką kintsugi. Ekologia, tak dla niej ważna, ukazuje tu wyjątkowo efektowne oblicze. W oczekiwaniu na pierwszy pokaz nowych prac witamy artystkę na liście AD100.
GLINIANE OBIEKTY cechują się zróżnicowaniem faktur. Dwa „Księżyce” przypominają w dotyku ludzką skórę, ozdobą „Czarnych dziur” są chropowatość. Zdjęcie: Marzena Wolniewicz.