Mnogość stosowanych przez 93-letniego artystę stylów i technik malarskich sprawia, że porównuje się go do Picassa, a niektórzy patrzą na tę wielość opanowanych do perfekcji rodzajów ekspresji niemal podejrzliwie. Gerhard Richter, uznawany za jednego z najważniejszych, ale też najdroższych żyjących twórców, zawdzięcza to edukacji malarskiej w najbardziej klasycznym wydaniu, zdobytej w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie, wówczas należącym do NRD.
Nazizm i II wojna światowa naznaczyły i zdeterminowały losy artysty urodzonego w 1932 roku. To jeden z tych roczników, do których się odnosi użyte przez kanclerza Helmuta Kohla (1930-2017) pojęcie „łaski późnych narodzin” – takich, które zdejmują odpowiedzialność nie tylko za współudział w nazistowskich zbrodniach, ale nawet za bycie obojętnym świadkiem. Gerhard, syn nauczyciela, przyszedł na świat w Dreźnie, a dorastał w Reichenau in Sachsen, obecnie Bogatyni, na Dolnym Śląsku. Jego wujek Rudi – ten ze słynnego zamazanego portretu – zginął jako żołnierz Wehrmachtu na froncie wschodnim, a ciotka Marianne, do której Gerhard był bardzo przywiązany, została najpierw, w 1938 roku, poddana przymusowej sterylizacji, a następnie, w 1945, zamordowana w ramach prowadzonej przez nazistów akcji likwidowania osób chorych psychicznie. Dopiero na początku XXI wieku sprawę jej śmierci opisano w kontekście pierwszego teścia Richtera – ojca jego żony Emy, lekarza, aktywnego członka ss odpowiedzialnego za przymusowe sterylizacje. Richter o jego przeszłości nie wiedział. Zresztą nie była to najlepsza relacja, bo malarzowi dawano do zrozumienia, że nie jest dla Emy właściwą partią. Ale to właśnie śladami teścia Gerhard i jego żona w 1961 roku uciekli z NRD do Republiki Federalnej Niemiec – właściwie z ojczyzny do ojczyzny.
ENERGETYCZNA ABSTRAKCJA „Gudrun” z 1987 roku. Zdjęcie: Fondation Louis Vuitton, Paris, Primae / Louis Bourjac, © Gerhard Richter 2025.
SŁYNNY „ONKEL RUDI” z 1965 roku – jedna z najczęściej reprodukowanych prac Richtera, wykonana na podstawie zdjęcia. Wujek był żołnierzem Wehrmachtu, zginął na froncie wschodnim. Zdjęcie: Collection Lidice Memorial, Republika Czeska, zdj. Richard Schmidt, © Gerhard Richter 2025.
Historia Richtera zainspirowała reżysera Floriana Henckela von Donnersmarcka. Jego film „Obrazy bez autora” miał premierę w 2018 roku na festiwalu filmowym w Wenecji, został też nominowany do Oscara i to w dwóch kategoriach – najlepszego filmu nieanglojęzycznego i najlepszych zdjęć. Krytycy w większości oceniali film jako doskonały, sam Richter był nim oburzony i uznał, że jego historia została przedstawiona zbyt sensacyjnie.
Na retrospektywnej wystawie w Paryżu, zatytułowanej po prostu „Gerhard Richter”, pokazano 275 prac z ponad 60 lat twórczości artysty. I już można przyznać, że ekspozycja dołączy do listy najlepszych na koncie Fondation Louis Vuitton – po niezapomnianym Marku Rothko, kolekcji Morozowa czy Charlotte Perriand. Można nie lubić budynku projektu Franka Gehry’ego, będącego fantazją na temat przerośniętego statku, ale fundacji od słynnego torebkowego logotypu nie da się odmówić umiejętności robienia genialnych wystaw – z nazwiskiem i rozmachem.
Do realizacji retrospektywy Richtera wytypowano szwajcarsko-niemiecki duet – Dietera Schwarza, wieloletniego dyrektora Kunstmuseum Winterthur, oraz Nicholasa Serotę, do 2017 roku dyrektora londyńskiego Tate. To gwiazdy wśród kuratorów. Zdaniem samych twórców wystawy najbardziej wyróżnia ją to, że jest reprezentatywna dla kompletnego oeuvre artysty. W przypadku Richtera wydarzyło się bowiem coś bardzo nietypowego. W 2017 roku przestał malować i zadeklarował, że kończy z tym medium. Wyznaczył też swoje pierwsze dzieło. Nazwał je dosłownie „obrazem numer 1”. To „Stół” („Tisch”, 1962). Praca przedstawia fotografię tytułowego mebla wykonaną przez Richtera i zamazaną w centralnej części. Tym samym wszystko, co powstało przed „1”, zostało usunięte i wymazane. Tak arbitralne posunięcie wytrąca z rąk historyków sztuki narzędzia do analizowania wczesnej drogi artysty. Na wystawie są prace datowane po 2017 roku, ale już nie malarskie.
Czego można się nauczyć od Richtera, autora głośnej frazy „sztuka jest najwyższą formą nadziei”? Patrzenia, jakkolwiek banalnie by to brzmiało. Artysta nigdy nie maluje bezpośrednio z natury, ale na podstawie ujęcia zarejestrowanego przez inny nośnik – fotografię czy rysunek. Potrafi stworzyć obraz, który wygląda jak perfekcyjnie wykonane zdjęcie albo jak zdjęcie zamazane. Nasze wprawione do odbioru obrazów oko i tak odczyta to właściwie. Richter eksplorował wiele technik. Twierdził, że zaczynał od przedstawiania świata, by dojść do przekonania, że malarstwo nie jest w stanie oddać rzeczywistości, a jedynie tworzy jej własną alternatywną wersję. Jego abstrakcje intrygują formą i budują nastrój. Dla mnie są bardziej pobudzające i niepokojące niż kontemplacyjne. Malarz sięgnął też po powierzchnie lustrzane. Najbardziej poruszające są one w cyklu „Birkenau”. Powstał na bazie zdjęć wykonanych potajemnie przez członków Sonderkommando w 1944 roku w pobliżu komory gazowej i krematorium nr v w Birkenau. To abstrakcyjne kompozycje i szare lustro, w którym się odbijają wraz z widzami. W pierwotnej wersji miały być malarskimi kopiami zdjęć z obozu. Richter namalował je, a następnie zamazał, uznając, że nie powinien ich dosłownie kopiować. Edycję tej pracy możemy zobaczyć na paryskiej retrospektywie, ale jest też na stałe w Polsce – w stworzonym specjalnie dla niej pawilonie: kaplicy przy Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.
„WENECJA (SCHODY)” z 1985 roku – nastrojowy widok miasta, zupełnie inny od jego typowych, „pocztówkowych” przedstawień. Zdjęcie: The Art Institute of Chicago. Dar Edlis Neeson Collection, © Gerhard Richter 2025.
Zobacz także:
Południowa paleta barw w mieszkaniu w bloku na warszawskiej Woli
Nowoczesny dom dla czteroosobowej rodziny pełen światła i naturalnych materiałów