Maison et Objet: Oda do radości

Hasło przewodnie wrześniowej edycji paryskich targów Maison et Objet brzmiało: „Enjoy!”. I tak właśnie było: radośnie, twórczo, naturalnie oraz inkluzywnie.  

Radość: nieskrępowanej kreatywności i wyrażania emocji, dbania o siebie, bliskości z naturą oraz różnorodności – tak w skrócie wyglądały trendy pokazane podczas paryskiej imprezy, na którą dwa razy w roku (styczeń i wrzesień) z całego świata zjeżdżają się handlowcy, przedstawiciele branż projektowania, dekoracji wnętrz i stylu życia oraz dziennikarze i analitycy rynku, by szukać nowości, zaskoczeń i debiutów.

A wybierać było w czym, ponieważ w tej edycji Maison et Objet zaprezentowało się 2500 marek ze 147 krajów. Odbywające się w siedmiu halach Parc des expositions de Paris-Nord Villepinte targi, podzielone na 15 sektorów tematycznych, oferowały niejedno olśnienie. Co więcej, równolegle do tego wydarzenia odbywał się Paryski Tydzień Designu, podczas którego projektanci, rzemieślnicy i artyści otwierają dla publiczności swoje studia, sklepy i przestrzenie.

M&O: bezczelna kreatywność

Co najłatwiej było zauważyć? Zabawne kształty, olśniewające kolory, zabawę konwencjami, czasem ocierającą się o kamp, oraz ręcznie wykonane obiekty lub materiały. Do tego – rzemieślnicze know-how i tradycyjne techniki, czerpanie inspiracji z różnych epok oraz estetyk, reinterpretowanie ich i mieszanie, by powstała nowa jakość, jedyny w swoim rodzaju styl lub aranżacja.

Taka atmosfera to w zasadzie Arts & Crafts 2.0, nieco bowiem przypomina filozofię tego ruchu; jego przekorę oraz sprzeciw wobec mechanizacji i standardowej, masowej produkcji. Stąd wielki powrót rzemiosła, prac ręcznych i wszelkich objawów indywidualnej kreatywności.

Producenci dają użytkownikom pole do popisu: mnogość wzorów, technik i materiałów pozwala skomponować ekstrawaganckie wnętrze, nawet bez własnego warsztatu. Potrzebna jest wyobraźnia i odwaga, puszczenie wodzy fantazji. Inspiracją mogą być wspomnienia, które niczym Proustowska magdalenka przynoszą ciąg skojarzeń , prowadzących do stworzenia bardzo indywidualnego obiektu, wzoru na tkaninie lub dekoracji.

Nowy hedonizm: biofilia, wellness, endorfiny

Ta dzikość serca, kreatywność i optymizm, działanie twórczo swobodne oraz instynktowne, są ściśle związane z powrotem do natury, docenieniem wartości niematerialnych, jak dobrostan umysłowy i cielesny, czerpanie z przyrody. Mieszkańcy miast na nowo definiują swój związek ze wszystkim, co naturalne.

Rodzą się więc ciekawe projekty łączące stare techniki z nowymi technologiami (np. ceramika drukowana w 3D z greckiego studia Keramik), meble i dekoracje przybierają organiczne kształty, ważna jest haptyka, dotyk, wrażenia zmysłowe. Otaczamy się zielenią, naturalnymi materiałami, medytujemy. To poszukiwanie nowego rodzaju harmonii we wnętrzach, nowa forma hedonizmu.

Także misterne, ręczne tworzenie to medytacja, oderwanie się choć na chwilę od codzienności, mentalna podróż czy umysłowy wellness – każdy nazwie to po swojemu. Triumfy święcą na przykład wymagające precyzji i cierpliwości techniki kintsugi (na M&O było nawet kintsugi z czymś w rodzaju mchu) oraz shibori (odmiana batiku). Ponadto – nadruki blokowe (stemple), ręczne wyplatanie i malowanie tkanin, lepienie ceramiki, drobne snycerstwo czy markieteria.

Szukamy przyjemności, zwiększamy wrażliwość, chcemy endorfin. Nie dziwi więc pojawienie się podczas wrześniowej edycji Maison et Objet nowego sektora z ofertą wellness dla ciała, umysłu i mieszkania. Zdrowy, zrównoważ ony i kojący dom jest kluczowy. Wystawcy zjednoczeni wokół tego tematu zgodnie pokazali trendy: organiczność, cyrkularność, lokaworyzm (postawienie na lokalne: żywność, materiały i produkcję).

Twórcza odpowiedzialność

Ważnym zjawiskiem jest coraz powszechniejsza odpowiedź marek na większą niż kiedykolwiek świadomość społeczną odbiorców i potrzebę inkluzywności. Od firm wymaga się teraz, by działały w sposób zrównoważony i zwracały uwagę na odpowiedzialność społeczną.

Przykładem takiego podejścia jest holenderska platforma Cor Unum, realizująca projekty ceramiczne najwybitniejszych współczesnych projektantów (m. in.: Maarten Baas, Kiki & Joost, Konstantin Grcic, Michele De Lucchi, Alessandro Mendi, Ron Arad...). W jej zespole są profesjonaliści i studenci, ale i osoby ze znacznie utrudnionym dostępem do rynku pracy oraz wolontariusze.

Wzorowa różnorodność

Choć podczas Maison et Objet zdecydowanie panowała radosna twórczość i kreatywny hedonizm, nie oznacza to, że zabrakło klasyki – w kształtach, wzorach lub kolorach. Ta była obecna, oczywiście, ale w dużej mierze jako reinterpretacja oryginalnego wzoru.

Sporo było odniesień do space age lat 60., ekstrawaganckich lat 70. (Swedish Ninja, Objet de Curiosité), szalonych lat 80. (Fést, Studio Gaıä ), ale też do ponadczasowych form spokojniejszych i eleganckich (llab.design z Ukrainy, Kristina Dam Studio, Muller Van Severen). Niekiedy cytaty z klasyki ocierały się o karykaturę (Stamuli, AP Collection), a niekiedy niosły czystą słodycz, przypominając wyposażenie domu dla lalek lub cukierni (Maison Dada, Studio Yellowdot).

Zuchwale wyraźne wzory panoszą się na salonach, chyba we wszystkich możliwych odmianach – vintage, etniczne, miejskie, zwierzęce i roślinne, pop i op-art, pasy, kwiaty, geometria i 3D. Dobrze, gdy stanowią wyraźny komunikat, przyciągają wzrok, definiują obiekt lub przestrzeń. A jeszcze lepiej, gdy są ze sobą zestawione, a raczej – zderzone; odważnie, wbrew konwencjom i utartym schematom, ale zawsze inspirująco oraz ekspresyjnie.

Wzory i kolory pobudzają, ale uspokojenie niosą materiały: naturalne drewno, porowaty kamień, ceramika, wełna, bouclé lub inna tkanina o grubych, wyczuwalnych splotach, len, bawełna lub jedwab, trawy i rattan, szkło. Ciekawie wykorzystało to francuskie studio Oros, budując regał z drewnianych półek i snopów żytniej słomy stanowiących szkielet konstrukcji.

Projektanci Roku: Muller Van Severen

Fien Muller i Hannes Van Severen, działający od ponad dekady belgijski duet projektantów, zostali uhonorowani tytułem Projektantów Roku, zaś ich dorobek pokazano na „wystawie kokonowej”, skupiającej projekty najwyraźniej pokazujące DNA marki, doskonale wpisujące się w obecny nastrój na rynku wnętrz. Meble i wyposażenie balansujące na granicy designu i sztuki, kwestionowanie tradycyjnych rozwiązań, innowacje – to ich język stylistyczny.

Przekłada się to na połączenie niezwykłej czystości formy, właściwie minimalizmu, z kolorami, co sprawia, że obiekty te – zdawałoby się kruche i ulotne, jakby zbudowane z zapałek – są przyjazne i nie onieśmielają swoją delikatnością z pogranicza jawy i snu. A są wśród nich lustra-okna, przejrzyste fotele z siatki, które wydają unosić się w powietrzu lub szafki z pionowo umieszczonych stalowych rurek.

Rurki bowiem, obok naturalnej skóry, należą do ulubionych materiałów duetu. Z kolei charakterystyczne dla nich kolory to jasne błękity, czerwienie, zielenie i żółcie. W tych podstawowych barwach i prostych formach czuć ducha i filozofię radosnego neoplastycyzmu De Stijl.

Mamy prymitywną relację z przedmiotami. Nasze podejście, zdecydowanie radosne, leży pomiędzy prostymi liniami i jasnymi kolorami. Kontrast między chęcią kontrolowania formy i narzucania warunkó w minimalizmu a jednoczesną swobodną ekspresją kolorów jest doskonałym źródłem rozrywki” – opowiada Fien Muller.

Postrzegamy design jako obszar z wyraźnymi granicami. Sztuka może wydawać się przerażająca, ponieważ jest ogromna i bogata w możliwości. To właśnie w granicach narzuconych przez przedmiot i jego potrzebę reagowania na funkcję najlepiej wyraża się nasza kreatywność” – z kolei wyjaśnia Hannes Van Severen.

 

Czytaj więcej