Dom w warszawskim Wilanowie pochodzi z 2011 roku, ale niedawno przeszedł gruntowny remont. – Wszedłem, gdy stawiano na nowo ścianki działowe. Mogłem zaproponować przeróbkę parteru i zagospodarowanie niewykorzystanego dotąd strychu. Zależało mi na uzyskaniu wrażenia przestronności – wspomina architekt Mat Kubaj. Na moje pytanie o ulubione miejsce w zaprojektowanym przez siebie wnętrzu odpowiada: hol.
– Pierwotnie był tam niski korytarzyk prowadzący do salonu i drabina na strych. Wszystko zostało wyburzone, dzięki czemu powstała wysoka na 6 metrów przestrzeń. Chciałem, by znalazła się tam mała architektura. W przypadku holu jest tak, jakbym go wybudował od zera, a nie umeblował – tłumaczy.
A więc hol. Monumentalny, ze schodami z wylanego betonu i schodkowaną poręczą. Od wejścia ustawia naszą percepcję wnętrza. Przestronnego, ale nie zimnego. Urządzonego dobrymi materiałami, ale niekrzyczącego: „Patrzcie na moje marmury, moje luksusy!”. Stonowanego kolorystycznie, ale nie nudnego.
W SALONIE, ubranym w naturalne materiały oraz kolory ziemi i rdzy, stoją meble vintage, w tym francuski stolik z lat 80., ze szklanym blatem i schodkowymi nogami. Na ścianie praca architekta – abstrakcyjny obraz malowany czarnym tuszem na podkładzie zabarwionym liśćmi herbaty. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
MAT KUBAJ jest projektantem wnętrz, ale także artystą wizualnym i performerem oraz kolekcjonerem dizajnu. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
1000 obiektów
Mat Kubaj Studio zajmuje się nie tylko wnętrzami, lecz także sztuką i performansem (!), poza tym założyciel pracowni jest kolekcjonerem dizajnu. – Mam prawie tysiąc obiektów. Szkło, ceramika, dywany, meble, głównie polskie wzornictwo, ale nie tylko. Czuję się więc ekspertem. Zacząłem jako piętnastolatek. Notabene w wieku trzynastu lat zapragnąłem być architektem wnętrz! Jeździłem na targi staroci – tu lampa, tam wazon, ceramika. Po latach zaczęło się coraz bardziej świadome tworzenie kolekcji. Bo trzeba koniecznie podkreślić: to kolekcjonowanie, a nie zbieractwo. Moje obiekty są w większości skatalogowane – podkreśla.
I właśnie ta jego pasja wpływa na projekty wnętrz. Zamiast zamawiać meble u stolarza albo kupować w sklepach, chętnie proponuje klientom przedmioty vintage. Niekoniecznie odnowione, a przynajmniej nie do końca. Wyznaje bowiem zasadę perfect imperfect. Uważa, że o doskonałości mebla świadczą widoczne zużycie i wiek. Deklaruje miłość do przedmiotów z duszą. Wie, gdzie szukać dla klientów takich właśnie, pięknych i szlachetnie się starzejących obiektów. Nawet w kuchni i łazience wilanowskiego mieszkania znajdziemy rysunki i malowane tuszem na płótnie obrazy, często autorstwa Kubaja, rzeźby czy metaloplastykę.
W trakcie rozmowy staje się dla mnie jasne, że projektowanie wilanowskiego wnętrza sprawiło Matowi przyjemność. Jaki jest zatem klucz do udanej współpracy, w której można zaproponować klientce stolik vintage – piękny, charakterny, ale z wyraźnymi śladami eksploatacji – i ustawić go na honorowym miejscu w salonie?
– Mam zasadę. Nigdy nie projektuję na sto procent, nie mówię klientom: „Oto gotowe wnętrze i proszę teraz tutaj mieszkać!”. Zostawiam jakieś dziesięć procent projektu otwarte na zmianę. Rezerwuję przestrzeń na to, że ktoś dorzuci swoje pomysły – tłumaczy architekt. – Poza tym nie robię wizualizacji, bo ona oddaje koncepcję jeden do jednego, nie zostawia miejsca na to, by projekt dojrzewał. Robię tylko rysunki i moodboardy. Bardziej chodzi mi o zaprojektowanie klimatu, atmosfery – zaznacza. Przecież trudno przewidzieć na etapie projektu, jakie konkretnie meble vintage uda się znaleźć! – Poza tym każdy ma jakieś wyobrażenie tego, czego potrzebuje i co mu się podoba, tylko nie umie tego stworzyć – dodaje. Szczęśliwie trafiają do niego klienci znający jego styl.
Co jest esencją tego stylu – znakomicie oddaną w wilanowskim wnętrzu? Stonowana kolorystyka ziemi z przewijającym się motywem rdzy. Tekstylia – naturalne, miękko-szorstkie, haptyczne. Wszechobecna sztuka i vintage. Meble w roli galeryjnych obiektów, ale superwygodne i praktyczne. Wszystkie przedmioty nawiązują do siebie stylem – kształtem, kolorem, strukturą. Choć pełne sztuki i dizajnu, to mieszkanie jest przeciwieństwem muzealnego white cube. Oświetlenie w ciepłej barwie, rozmieszczone plamami, tworzy malarskie efekty na ścianach i przedmiotach – wprowadza do wnętrza estetykę jesiennego lasu.
KLATKĘ SCHODOWĄ wizualnie ocieplają elementy drewniane, ponaddwumetrowa gruba bawełniana tkanina artystyczna autorstwa Mata Kubaja – malowana tuszem – oraz wysoki wazon z jednego kawałka egzotycznego drewna projektu Thymka Studio. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
OGROMNE LAMPY Artemide „Falkland” mają w sobie coś z japońskich lampionów. Na postumencie rzeźba Karola Wyciska. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
ŁAZIENKA utrzymana jest w tym samym stylu co reszta mieszkania, z powracającym motywem rdzy i dodatkiem kojącej szałwiowej zieleni, jak w sypialni. Uwagę zwraca ceramiczna kula artystki Yoyo Balagué. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
SYPIALNIĘ NA PODDASZU połączono z łazienką. Obok łóżka stoi piękna indyjska ława (Thymka Studio) ze starą misą z papier mâché. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
PODŁOGĘ PRYSZNICA pokrywa granit, a ściany biały marmur. Zdjęcie: KONRAD ZAUSTOWICZ / YEGO STUDIO.
Zobacz także:
Metamorfoza domu projektantki wnętrz