Podczas gdy jej rówieśnicy zabiegali o praktyki w renomowanych biurach projektowych na świecie, ona wyjechała na wieś, by przez ponad dekadę zgłębiać tajniki lokalnego budownictwa. Droga Anupamy Kundoo do międzynarodowej sławy wiodła przez bezdroża południowych Indii, gwarne ulice Bombaju i Nowego Jorku, a wreszcie także australijskich i europejskich metropolii. Miała trochę szczęścia. Po studiach architektonicznych trafiła do Auroville, eksperymentalnego miasta realizowanego od 1968 roku na niemal jałowej, pustynnej ziemi między Puduććeri a Zatoką Bengalską. To tu według idei mistyczki i joginki Mirry Alfassy ludzie wszystkich narodowości mieli po wsze czasy żyć w zgodzie i pokoju.

Wall House, drugi dom architektki w Auroville w południowych Indiach, przez lata stanowił poligon doświadczalny dla opracowywanych przez nią rozwiązań i materiałów. Zdjęcie: Javier Callejas
We wczesnych latach 90. ośrodek przechodził kolejny etap intensywnego rozwoju. Młoda projektantka mogła się tam twórczo spełnić i wiele nauczyć. Zaczęła od budowy własnego domu. Wykorzy stała cienkie bloki lokalnego granitu oraz niezwykle twarde drewno rzewni skrzypolistnej, a całość powiązała linami, przekryła strzechą z plecionych liści kokosa i zamontowała panel fotowoltaiczny, który zapewniał prąd. – Auroville jest często opisywane jako utopia, ale ja wolę nazywać je laboratorium. Mogłam się tam naprawdę rozwinąć, nawet w dziedzinie planowania urbanistycznego – mówiła później w jednym z wywiadów.
Główna przestrzeń w Wall House. Architektka po raz pierwszy wykorzystała tu cienkie, ręcznie wytwarzane cegły achakal, łączone tradycyjną zaprawą wapienną, a do budowy sklepienia użyła stożkowatych, terakotowych kształtek –przypominających doniczki – które przygotowali lokalni garncarze. Zdjęcie: Javier Callejas
Kundoo miała wówczas 23 lata. Jeździła po okolicy na motocyklu i poznawała miejscowe tradycje architektoniczne. Wkrótce założyła własne studio, w którym zatrudniała około 20 specjalistów. Na terenie założenia zrealizowała kilkadziesiąt budynków, z których każdy był na swój sposób innowacyjny. Do najbardziej znanych należą schronisko młodzieżowe i ratusz, wzniesiony według szkiców jej mistrza, głównego architekta Auroville Rogera Angera, a przede wszystkim kolejny dom własny, zwany Wall House. Ten ostatni służył projektantce jako poligon doświadczalny do testowania nowatorskich metod, które później wykorzystywała w innych realizacjach. – Jeśli coś trzeba było udowodnić klientowi, najpierw robiłam to we własnym domu. Na przykład w jednym z budynków użyteczności publicznej zaproponowaliśmy umieszczenie w suficie terakotowych mis, które zmniejszyłyby objętość stropu, więc najpierw sprawdziłam je u siebie – wspominała po latach.
Kompleks dla bezdomnych dzieci w indyjskim Puduććeri (2010). Poszczególne domki wzniesiono z glinianych bloczków i wypalano od środka. Zdjęcie: Sonja Winkler
Przy okazji wykorzystała wyroby miejscowych garncarzy, które nie cieszyły się ponoć dużym wzięciem, i zaprosiła ich do współpracy przy wytwarzaniu specjalnych, walcowatych kształtek ceramicznych. Z nich z kolei powstały kolebkowe sklepienia nad głównymi przestrzeniami Wall House. Tu po raz pierwszy użyła też betonowych, prefabrykowanych żaluzji ze zbrojeniem z drucianej siatki i tradycyjnych, ręcznie robionych cegieł achakal, na które natknęła się podczas jednej ze swoich motocyklowych eskapad. Zdaniem Kundoo są one pod wieloma względami lepsze od tych standardowych. Do produkcji wykorzystuje się lokalną glinę, a do wypalania, zamiast węgla, gałązki i konary z pobliskich plantacji. Ponadto są cienkie i lekkie, więc wygodniejsze dla murarzy i łatwiejsze w obróbce. Budowane z nich ściany muszą być co prawda grubsze, ale to poprawia komfort klimatyczny we wnętrzu, bo mury magazynują ciepło za dnia i uwalniają je w nocy. Wreszcie są też po prostu piękne, nie potrzeba więc tynków ani żadnych innych materiałów wykończeniowych.
Jeden z pierwszych cohousingów na terenie Auroville (2003) zrealizowano jako prototyp, ze ścianami z ubitej ziemi i sklepieniem z terakotowych pustaków. Zdjęcie: Javier Callejas
W wywiadach architektka często podkreśla swoją pragmatyczną naturę, ale bez wątpienia jest też romantyczką. – Piękno jest dla mnie bardzo ważne; pomaga przetrwać trudne chwile. Poszukiwanie go i odnajdywanie stanowi istotną część naszej pracy. Jeśli dom nie jest piękny, nie jest do końca gotowy – twierdzi. Szeroko komentowaną realizacją Anupamy Kundoo jest też zespół mieszkalny dla bezdomnych dzieci i rodzin zastępczych w Puduććeri. Projektantka sięgnęła tu po metodę opracowaną przez Raya Meekera z lokalnej manufaktury Golden Bridge Pottery. Przypominające kopce kreta domki zbudowano z glinianych bloczków, a następnie w środku wzniecano ogniska, dzięki czemu ściany stwardniały, jakby je wypalono w piecu. Wykorzystano w tym miejscu wiele nietypowych materiałów. Z zewnątrz obiekty pokrywa efektowna mozaika ze szklano-ceramicznej tłuczki, a szalunki okien wykonano ze starych ram kół rowerowych.
Schronisko młodzieżowe w Auroville (2006) z dużymi tarasami i balkonami na każdym piętrze. Zdjęcie: Javier Callejas
Projekty Kundoo zachęcają użytkowników do zatrzymania się i powolnej kontemplacji. Pojęciu czasu architektka poświęca zresztą wiele uwagi, powodów swojego sukcesu upatrując przede wszystkim w możliwości poświęcania go na dogłębne przemyślenie wszystkich rozwiązań. – Z biegiem lat zdałam sobie sprawę, jak cenna jest umiejętność czekania i nicnierobienia – podkreśla. Do tego samego zachęca też swoich studentów. – Mówimy „czas to pieniądz” i zlecamy wszystko maszynom, ponieważ praca człowieka jest zbyt kosztowna. Każda godzina, którą ktoś na coś „poświęca”, zmniejsza opłacalność produkcji. Czas jest jednak również najbardziej demokratycznym dobrem. Zarówno bogaty, jak i biedny, młody i stary ma te same 24 godziny w ciągu dnia – opowiada.
Anupama Kundoo łączy pracę projektową i dydaktyczną. Wykładała m.in. w Darmstadcie, Nowym Jorku i Madrycie. Od 2024 roku jest profesorką Technische Universität Berlin. Zdjęcie: Andreas Deffner
Nie uważa się jednak za rzeczniczkę rzemiosła. Po prostu nie lubi standaryzacji i gotowych rozwiązań. – Zawsze uważałam za nierozsądne projektowanie z myślą o producentach komponentów i inspektorach budowlanych – stwierdza. Dziś mieszka i pracuje głównie w Berlinie. Na oknie jej studia widnieje napis „atelier”. Ma informować, że architektka nie ogranicza się tylko do jednej dziedziny projektowania, że wciąż prowadzi badania i eksperymentuje, łącząc najnowocześniejsze technologie z tradycyjnymi metodami, mądre wykorzystanie materiałów z zaangażowaniem lokalnych społeczności, a piękno z pragmatyzmem.
Artykuł ukazał się w 15. numerze „AD Polska”, styczeń/luty 2026. Wystawę „Abundance Not Capital. Anupama Kundoo” można oglądać w Architekturzentrum Wien do 9 marca.
Zobacz też:
- Paździerz de luxe: pierwszy w Polsce obiekt usługowy z naturalnych materiałów
- Leopold Banchini: ponad epokami
- Słonecznik pana Angelo: obrotowa willa Girasole w Marcellise