Czy architektura może się czegoś nauczyć od medycyny? Rozmowa Natalii Olszewskiej i Natalii Malarskiej

Podczas AD Creative Talk 2026 uczestnicy mieli szansę posłuchać rozmowy, której gościniami były Natalia Olszewska, lekarka, neuronaukowczyni specjalizująca się w neuroarchitekturze, współzałożycielka firmy IMPRONTA oraz Natalia Malarska, projektantka i założycielka La Folie Studio z listy AD100. Tematem rozmowy, którą moderowała redaktor naczelna AD Polska Magda Mazur, była neuroarchitektura i projektowanie wnętrz z myślą o neuroróżnorodności.

Czy architektura może się czegoś nauczyć od medycyny? Rozmowa Natalii Olszewskiej i Natalii Malarskiej

Natalia Malarska, Natalia Olszewska, Magda Mazur. Zdjęcie: Anna Nowak

Natalia Olszewska: Zacznijmy od tytułu tego panelu, czyli od pytania: czego architektura może nauczyć się od medycyny? I jak przygotowywałam się do tej rozmowy i myślałam nad tym pytaniem, to zdałam sobie sprawę, że w to pytanie wbudowana jest pewna teza, założenie – że może się nauczyć. I jak popatrzymy na historię, to kiedyś architektura i medycyna były ze sobą ściśle związane, zwłaszcza w czasach starożytnych, a potem to wszystko poszło w zupełnie innym kierunku. Dzisiejsza medycyna mierzy się z chorobami i problemami, które wywołane są stałym pobudzeniem organizmu, jego przeciążeniem i przewlekłym stresem. I architektura też próbuje odpowiedzieć na te wyzwania, oczywiście operując zupełnie innymi narzędziami i językiem. Używa więc terminów typu komfort, regeneracja, harmonia, równowaga, próbując zaradzić temu przeciążeniu, z którym mierzą się współcześni ludzie. I teraz, gdybym miała próbować jakoś skontrastować dwa światy – medycyny i architektury – to myślę, że jako lekarze przez lata jesteśmy przygotowywani do tego, żeby postawić diagnozę i nasze dalsze działania oraz interwencja terapeutyczna zawsze związane są z określoną diagnozą. Z branżą architektoniczną jestem związana od 8 lat i spotkałam się z różnymi osobami, którzy próbują stawiać jakąś diagnozę, używając do tego różnych narzędzi jak np. kwestionariusze. Jednak wydaje mi się, że często jest tak, że ze względu na ograniczenia czasowe i napięcia nie ma możliwości, by zastanowić się nad diagnozą, by zadać jakieś głębokie pytania dotyczące użytkownika. Natalio, jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Natalia Malarska: To prawda, bardzo często tego czasu nie ma. Oczywiście, wielu z nas korzysta z różnych kwestionariuszy, by dowiedzieć się, kto chce mieć np. dwie miski ustępowe czy jedną – ale chodzi tu głównie o bardzo podstawowe, funkcjonalne rzeczy. 

N.O.: Zanim zagłębimy się w ten temat, chciałam jeszcze nakreślić dodatkowe ramy pojęciowe, które mogą być pomocne w dalszej dyskusji – to trzy hasła, trzy poziomy budowania wnętrz. Poziom estetyki, który jest najbardziej oczywistym wymiarem architektonicznym. Tu mamy formę, proporcje, światło, materiały. Potem jest poziom doświadczenia, który można bardzo różnie rozumieć, ale często sprowadza się on do pytania: jak ja się gdzieś czuję? Albo jak się czuje w tej konkretnej przestrzeni jej użytkownik? Gdybyśmy chcieli popatrzeć na architekturę z punktu widzenia medycyny, to jest jeszcze takie hasło jak regulacja, czyli regulacja układu nerwowego. Najnowsze badania z pogranicza neuronauki i medycyny środowiskowej oraz architektury pokazują, że nasz układ nerwowy stale jest w interakcji z otoczeniem. Czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie, on cały czas odbiera sygnały z otoczenia.

Magda Mazur: Nawet wtedy, kiedy odpoczywamy?

N.O.: Absolutnie! Rejestrujemy cały czas różne parametry środowiskowe, takie jak światło czy dźwięk. Jesteśmy zawsze w pewnym stanie napięcia i odprężenia. Z punktu widzenia biologii powiedziałabym, że jest to stan mobilizacji i regeneracji, czyli właśnie odprężenia. Widzimy więc, że nasz organizm zawsze czyta otoczenie i zbiera z niego jakieś bodźce. Dlatego wnętrze, w którym przebywamy nigdy nie jest neutralne. Ono zawsze coś z nami robi. I teraz, żeby przełożyć tę rozmowę na język działania, na język praktyki, chcę ci zadać, Natalio pytanie. Tworzysz piękne wnętrza. Wiem, że inspirujesz się klasyką, lubisz też konteksty historyczne. I pracujesz z bardzo różnymi klientami, którzy mają bardzo różne układy nerwowe...

Natalia Malarska, Natalia Olszewska, Magda Mazur. Zdjęcie: Anna Nowak

N.M.: Zgadza się. Zanim podejmiemy ten temat, chciałabym tylko jeszcze na chwilę wrócić do kwestii braku czasu na dogłębne przemyślenie, w jakich wnętrzach klient będzie się czuł najlepiej. Myślę, że gdy klienci przychodzą do mnie, to oni już trochę wiedzą, w czym się dobrze czują. Przychodzą też po konkretny produkt. Bo jeżeli człowiek ma 30, 40, 50 lat, trochę już w życiu przeżył, trochę popodróżował, to on też rozumie co go odpręża, w czym się czuje swobodnie. Poza tym, gdy klient przychodzi do mnie, to zakładam, że poszukuje pewnej konkretnej estetyki. Czyli na przykład, jeżeli ja projektuję w taki sposób, że używam bardzo mało jasnych kolorów, trochę zagracam te przestrzenie różnymi teksturami, kolorami, to znaczy, że klient właśnie takich wnętrz poszukuje. Być może jest tak, że ludzie w pewien sposób są świadomi czego chcą i moja estetyka ich przyciąga, sprawia, że czują się w niej dobrze i bezpiecznie

N.O.: Czyli mówisz, że trafiają do ciebie klienci, którzy mają pewne preferencje estetyczne, jak to się ładnie nazywa w świecie neuroestetyki. I co za tym idzie, to są właśnie osoby o pewnym układzie nerwowym, które w jakiś sposób regulują się w tworzonej przez ciebie przestrzeni, która jest ciepła, przyjazna, domowa.

N.M.: Tak. Myślę, że projektuję takie wnętrza, które są ciepłe i przyjazne, ale mają w sobie też odrobinę nieładu, bałaganu. I możliwe, że właśnie takie wnętrza są im bliskie biologicznie. Być może klienci jakoś podprogowo też to czują i dlatego trafiają właśnie do mnie.

M.M.: To chyba dobry moment, żeby powiedzieć dlaczego Natalia rozumie klientów, którzy szukają ciepłych wnętrz, w których może się znaleźć trochę nieładu…

N.M.: Moje życie to jest jeden wielki nieład. Ja wiele, wiele lat temu zostałam zdiagnozowana z ADHD i zdążyłam już poukładać sobie życie dookoła tego.

M.M.: Tak, dlatego wiedzieliśmy, że nie będzie lepszej osoby, która podjęłaby się tego tematu niż Natalia. Bo ten panel ma być też o tym, w jaki sposób podejść do sytuacji, z którą może zmierzyć się każdy architekt czy projektant, a mianowicie, jak pracować z tzw. nietypowym klientem. Ten nietypowy klient ma tę cechę, że jest dużo bardziej wrażliwy niż pozostali klienci. Ma dużo bardziej określone i dość specyficzne wymagania, jeżeli chodzi o jego przestrzeń. I chodzi o to, żeby obecne tu pani architekt wnętrz i pani doktor powiedziały, jak pracować z osobą, która na świat patrzy nieco inaczej niż patrzą wszyscy inni i ma do tego prawo. Ma prawo, żeby swoją przestrzeń zagospodarować w taki sposób, by czuć się w niej bezpiecznie i po prostu dobrze.

Natalia Olszewska. Zdjęcie: Anna Nowak

N.O.: Myślę, że jeszcze trzeba by sobie powiedzieć, czym jest ta typowość i nietypowość. Chodzi o różne potrzeby sensoryczne i różne potrzeby poznawcze. Osoby, które mają ADHD, znajdują się w spektrum autyzmu czy spektrum atypowości to są osoby, które w specyficzny sposób odbierają przestrzeń oraz otoczenie. I to są bardzo często osoby wysoko wrażliwe, czasami nisko wrażliwe. Jeżeli chodzi o te potrzeby, to jest grupa osób właśnie w spektrum ADHD, która jest nisko wrażliwa. Osoba wysoko wrażliwa bardzo intensywnie odbiera bodźce środowiskowe. Może być wrażliwa na zapachy, wrażliwa na dźwięki czy światło. Z kolei osoba nisko wrażliwa szuka tej stymulacji. I bardzo często jest to jakaś forma stymulacji kinestetycznej. Lubi coś gnieść, bawić się czymś, bujać. Szuka też stymulacji społecznej. Warto wspomnieć o badaniach z obszaru neuroestetyki, które pokazują, że osoby neuroróżnorodne bardzo często potrzebują większego poczucia bezpieczeństwa w przestrzeniach, takiego domowego ciepła (hominess). I to przekłada się na ich preferencje estetyczne - gdy wchodzą do jakiegoś wnętrza, to zaczynają na to wnętrze patrzeć właśnie z takiego punktu widzenia, szukając elementów, które zapewnią im to poczucie bezpieczeństwa i komfortu.

N.M.: To się zgadza z moimi potrzebami i moim spojrzeniem na wnętrza. Ja tworzę ludziom domy, które otulają, emanują przytulnością, są takie „cozy”, bo to też jest coś czego ja potrzebuję i w czym się dobrze czuję. Dlatego wszystko, co jest jasne, rażące, białe, zbyt równe powoduje, że ja odczuwam pewnego rodzaju dyskomfort. Żeby czuć się dobrze, muszę mieć wszystko bardzo dobrze dopasowane - bo za dużo bodźców to też jest niedobrze. Taka przestrzeń mnie wtedy rozprasza. Z drugiej strony za mało bodźców sprawia, że jestem wtedy zupełnie niewystymulowana i bardzo szybko się nudzę. Nie jestem w stanie pracować, ani w ogóle funkcjonować w przestrzeni, gdzie czegoś jest albo za dużo, albo za mało. To musi być tak dobrze wszystko wyważone pod względem kolorów, tekstur i kontrastów. Wszystko musi ze sobą po prostu współgrać.

N.O.: To, co jest też charakterystyczne dla osób w spektrum ADHD to inne działanie mechanizmów uwagi.

N.M.: Tak, ja mam ogromne problemy utrzymaniem uwagi.

N.O.: A czy w przestrzeni jest coś, co ci pomaga w skupieniu albo wręcz przeciwnie – rozprasza cię?

N.M.: Jak wspomniałam, muszę czuć, że wszystko ze sobą gra. Jeżeli coś nie gra, na przykład jeśli stoi jakiś wazon, który nie pasuje do wnętrza, to nie jestem w stanie się skupić i pracować. Chyba, że wpadnę w taki hiperfocus, wtedy po prostu jestem maksymalnie skupiona i pracuję jak robot. Ale z reguły wystarczą takie drobne rzeczy, które powodują dysharmonię i mam wtedy ogromne problemy z koncentracją oraz funkcjonowaniem w takim środowisku.

Natalia Malarska. Zdjęcie: Anna Nowak

M.M.: Natalia powiedziała o tym, jak ona widzi tę przestrzeń, z dwóch perspektyw: fachowca i osoby, która ma też specyficzne wymagania wobec przestrzeni i wobec swojego otoczenia. A chciałam zapytać jeszcze o tę drugą skrajność. Powiedziałaś, że są osoby, które są wysoko wrażliwe i te, które są nisko wrażliwe. Jak wygląda to w ich wypadku i jako one odbierają wnętrza?

N.O.: Jest taka firma amerykańska, nazywa się HOK, która od lat publikuje ciekawe badania dotyczące zagadnienia neuroróżnorodności w przestrzeni. W jednym z ich opracowań skonfrontowano właśnie osoby znajdujące się na tych dwóch biegunach spektrum. Osoba wysoko wrażliwa to jest osoba, która potrzebuje pewnych odległości, zachowania pewnego dystansu i zabezpieczania się. To przejawia się m.in. preferencją do większych i szerszych foteli, często kilku szeregów mebli, które służą jako pewnego rodzaju mur między domem a światem zewnętrznym. Są to też osoby, które cenią sobie bardziej stonowane wnętrza, a więc mniej stymulujące. Z kolei osoby nisko wrażliwe uwielbiają kontrasty, kolory, lubią jak w tych wnętrzach bardzo dużo się dzieje w kontekście estetyki. Takie osoby nie będą się bać soczyście czerwonej ściany czy wyrazistych detali lub faktur.

N.O.: Na koniec chciałabym podzielić się z wami taką refleksją, że medycyna uczy odpowiedzialności za konsekwencje. Studiując medycynę, uczymy się też myślenia długofalowego o wpływie różnych elementów na człowieka. Gdy sobie pomyślimy, że spędzamy tak wiele czasu w konkretnych przestrzeniach albo na przykład inwestujemy w domy czy mieszkania, w których potem żyjemy przez lata, to odpowiedzialność za kreowanie wnętrz jest duża. I faktycznie widzę coraz większe zainteresowanie architekturą jako narzędziem prewencji zdrowia. Tutaj wracam do początku tej debaty. Zanim wystąpi choroba, coś się z nami dzieje przez całe lata. Albo funkcjonujemy w stanie przeciążenia, albo w stanie regulacji i równowagi. I myślę, że po diecie, przestrzeń jest najważniejszym narzędziem, które może wpływać na regulację jednostki. Dlatego wydaje mi się, że w projektowaniu przestrzeni też jest duża odpowiedzialność, z którą architektura zaczyna się konfrontować.

Rozmowa odbyła się w ramach AD Creative Talk 2026: Mindfulness w architekturze – człowiek w centrum projektu. Wydarzeniu, które miało miejsce w gościnnych wnętrzach Concept 11, patronowali:

 

 

Czytaj więcej